[MC 2×20] Zamknięcie sezonu

Widok krowy też może być epicki. Zwłaszcza krowy na potężnej łące, która w zimie robi za stok narciarski, ze szczytu której roztacza się cudowny widok na góry. Na szczyt idzie się drogą z roku na rok coraz bardziej przypominającą wąwóz, a kiedy wreszcie wynurza się na powierzchnię, wystarczy się odwrócić. I już można się zachwycić. […]

[MC 2×20] Chodzenie w chmurze

Góry wydawały się kusząco podnosić rąbek chmurowej halki, więc uznałam, że jednak na mszę to pójdę na Wiktorówki. Szczególnie że w Małem Cichem o Jaworzyńskiej Pani przypomina mi stale obraz na szkle, w bocznym ołtarzu: Kolorystyka oryginalna, nie podkręcałam. Przedstawienie dla mnie zadziwiające, bo niby posiada wszelkie cechy kiczu – intensywna i bogata kolorystyka, kwiatków […]

[MC 2×20] Czego może nauczyć tatrzański deszcz?

Miałam na dziś ambitniejszy plan, ale widok za oknem, a de facto prawie jego brak, utwierdził mnie w przekonaniu, że lepiej pozostać przy minimalnych wymaganiach. Wchodząc w mgłę, a w zasadzie nisko pełznącą chmurę, i kierując się na Wiktorówki, zaczęłam snuć rozważania o tym, czego się od niej nauczyć (bo narzekać już umiem). Góry deszcz […]

[MC jesiennie] Koniec kozicowania

Po wczorajszym przemoknięciu ciężko było mi dzisiaj zebrać się do Pani Jaworzyńskiej. Uparłam się jednak i powolutku, bez spinki posnułam się na Wiktorówki. Wczoraj też rozmawiałam z Gosią i ona mi zasugerowała, że dochodzi się tam Doliną Złotą też od jesiennych liści. W niedzielę tym szlakiem de facto nieco biegłam, żeby zdążyć, więc dziś na […]

[MC jesiennie] Przełęcz między kotami

Zamarzyło mi się schronisko w Roztoce, szczególnie że po szlakach krążą legendy na temat tamtejszej kuchni a zwłaszcza kwaśnicy. Zawsze warto sprawdzić takie wieści, a jeszcze jak się lubi kwaśnicę, to już mus. Wczoraj Tatry było widać z idealną ostrością, już od Nowego Targu jechałam z przyklejonym do twarzy uśmiechem szczęśliwej idiotki chorej na góry. […]