Obrazki z podróży oraz (o)pewnego kazania

Szczecin, trzynastego. Pobudka o 4.20, pociąg nieco godzinę później. Kawę i śniadanie przezornie wzięłam ze sobą, bo w TLK bufetu nie uświadczysz – zapasy przydały się dwie godziny później. Za oknami świat rozwarstwiał się powoli na niebo i ziemię, a wszystko zalegał mglisty chaos. Z mgły wynurzały się drzewa, stadka saren, pola, domy, kościoły. Przy […]

Rozkminy na tle herbatki

Wczoraj, w ramach rozstania z Tatrami, poszłam pożegnać się z Gaździną Jaworzyńską i zakupić oscypki. Dostałam jednego gratis (takiego małego, ale pysznego) po starej znajomości. Zeszłam sobie na mszę, zresztą góry wstydliwie welonem chmur okryte, ewentualnie alienowały się jak to introwertycy, więc widoków za bardzo nie było. Zeszłam sobie na mszę i z radością przeczytałam […]

Weselna sobota

Dzień taki, że trudno się nie obrócić, żeby nie wpaść na ślubowników, jak ich określa o. Cyprian. Co ma też tę dobrą stronę, że jest na co popatrzeć. A i posłuchać jest czego, bo towarzyszące im kapele grają piyknie. Sobotę zaczęłam leniwie, zakładając od razu, że skoro msza jest o 12.00, to na Wiktorówki nie […]

Bieg po Gęsiej

Gęsia Szyja to podstępny szlak. Niby niewysoko, niby łagodnie, ale ktokolwiek przeszedł się po tych schodach, zapamięta je do końca życia. Moje nogi w każdym razie nie były zachwycone tym, że zmusiłam je do zbiegania z tych jakże uroczych wygięć terenu. I nie chciały słuchać, że miałam dobrą motywację. Prognozy zapowiadały jednogłośnie burze. Wykombinowałam, że […]

Jodła ementaler i dywagacje korzenne

Była sobie jodła, potem ją jodły robaczki, a je z kolei jodły dzięcioły. Efektem jest ten widok, który w poetyce Exultetu można by określić słowami „owoc konsumpcji owadziego stada i pracy dziobów dzięciolich”. Inaczej rzecz ujmując – mogłaby się przedstawiać: „Mów mi Ementaler”. Wyhaczyłam ją, schodząc dziś z Wiktorówek w tempie przyśpieszonym irytującą się za […]

Złota Dolina

Wstałam przed 6.00, bo i tak sen sobie poszedł – zdrajca. I tak banalnie oraz bardzo wcześnie zaczął się najpiękniejszy, przedostatni dzień mojego wyjazdu. W planach miałam Wiktorówki. Dzień zaczynał się lekko chłodnawo, ale przejrzyście, czyli na pogodę. Bez pośpiechu przyszłam do Zazadniej i weszłam na szlak. I już po kilku krokach zrozumiałam, czemu to […]

Brzeziny–Rusinowa–Wiktorówki

Dzisiejszy poranek był z gatunku tych, kiedy patrzysz przez okno i wiesz, że szkoda rozpoczęty dzień przeznaczyć jedynie na spacerek. Udało mi się zdążyć na busa o 8.15 i, wysiadłszy w Brzezinach, weszłam do Doliny Suchej Wody. Pogoda była idealna: nieco słońca, tak w sam raz, żeby się pozachwycać widokami i zieleniną, ale też często […]