MC11: przekichane

Góry parują. Po całym prawie dniu deszczu i siąpienia wreszcie wyszło słońce, świat wypiękniał. Zresztą nawet gdyby było słonecznie, nie wiem, czy bym wyszła – dopadło mnie zapalenie zatok. Za oknem siąpiło w ziemię, a w pokoju ja siąkałam w chusteczkę. Tylko od czasu do czasu dopadała mnie myśl, że o. Wojciech mógł wczoraj na […]

MC10: nieróbstwo, Tolkien i pszczoła

Wczorajsza zimność weszła mi w gardło i w obawie przed dalszymi aneksjami z jej strony spałam dziś długo, zwlekłam się późno i jedyna opcja, jaka mi została, to wizyta w termach w Bukowinie. Mocząc się w ciepłej wodzie i łaskawie zgadzając się na hydromasaż w bulgotniku, rozmyślałam nad rzeczami dwiema. Pierwsza to fakt, że od […]

MC9: Albert i Kalatówki

Senność zamieniła się w zimność, bo od dwóch dni nie było słońca. Z bólem serca przyjęłam prawdziwość prognozy pogody na stronie TPN-u, zapowiadającej marne 16 stopni, i oblókłszy mój miękki a ciepły polarek pojechałam do Kuźnic. Tak około 10.00 wyglądał początek zielonego szlaku, w głębi widać spustoszenia, jakie zrobiły w drzewostanie wichury: Tym razem jednak […]

MC8: niebieski szlak z Kuźnic

Pani B. przyszła ok. 4.00 nad ranem i z powodu jej natarczywości musiałam zwlec się z łóżka i zamknąć okno. W półśnie stwierdziłam, że skoro jej odwiedziny mają miejsce, to mogę sobie darować dziś poranne wstawanie i ambitne plany związane z Kuźnicami. Coś – podejrzewam, że intuicja – tknęło mnie o 8.00, by jednak roztworzyć […]

MC7: Zakopane od innej strony

Siedzę przy otwartym oknie a do mojej twarzy i przedramion łasi się chłodny powiew. Wieczorne powietrze pachnie schnącym sianem z delikatną nutką grilla wzbogaconą o zdecydowanie mało subtelną woń przypiekanej kiełbasy@cons. Ale siano dominuje: cierpko pachną schnące trawy, a zapach bogatej kompozycji wszelkich ziół, które ścięto w tych samych pokosach, jest nieopisywalny. Co tam, ważna […]

MC6: Skowronek, Stefan i Rusinowa

Skowronek wykazała spory talent meteorologiczny, zapowiadając rewelacyjną pogodę – nie pomyliła się ani o jotę. Naszemu spacerowi, okraszonemu mniej lub bardziej poważnymi rozmowami o życiu, śmierci, znajomych i Ukrainie, towarzyszyło prawie bezchmurne niebo i wspaniale rzeźwiący powiew. Na Wiktorówki dotarłyśmy akurat w porze okołopołudniowego rozrabiania Stefana II, więc udało mi się go złapać w obiektyw. […]