[MC 2021 lato] Rozchodniaczek. Zakupy

Odrastający po halnym las wygląda, jakby ziemia z roku na rok coraz obficiej pieniła się zielenią. Najpierw poszycie pokrywa się plamami drobnych krzewinek a liściaste odrostki, dotychczas ukryte wśród świerków, z pewną nieśmiałością wypuszczają bogaciej liście. Potem ich zieleń łączy się, narasta, pokrywając miękką fakturą, gnącą się pod powiewami wiatru, każdą wolną przestrzeń. Co prawda upał wydobywa spod zieleni intensywny zapach rozgrzanych igieł i żywicy, jednak dominują zielone odcienie buczyny, jarzębin, krzaków jagód.

Wkrótce w górę wystrzelą iglaki – w Dolinie Filipka i tej Złotej głównie jodły – i stłumią to liściaste szaleństwo. Piana opadnie na dno lasu, bujniej rozwijając się jedynie w plamach słońca. Tylko buki wiosną będą przypominać o miękkości i bogatej fakturze odradzającej się zieleni, na jesieni błyskając wśród brązowych pni złotem i ciemną purpurą swoich liści.

Tatrzański las daje dobrą lekcję przemijania a jednocześnie niesłychanej energii życia, które wykorzysta każdą lukę w systemie, by wrócić do rozwoju. Surowa prawda a jednocześnie tak dużo w niej nadziei.

Dobrze mi się szło wczoraj znajomym szlakiem, wydał mi się nawet krótszy niż zwykle a jasna kaplica na Wiktorówkach jakby wcześniej zaczęła mi migać między drzewami. Tuż przy schodach labirynt z pni, gdyby sądzić po ilości kubików i uznać, że górscy dominikanie potrafią już przewidywać aurę, szykuje się ostra zima.

Przywitałam się z Gaździną, przy wejściu zauważając z pewnym rozbawieniem, że info o konieczności zdejmowania raków (raczków) wciąż wisi. Pytanie, czy ojcowie przeczuwają atak zimy tego lata, czy raczej wyszli z przekonania (które mi sprzedał nowy na Wiktorówkach o. Bartek), że „tu zima trwa 300 dni, a reszta to lato [więc po co zdejmować tabliczki, jak zaraz znów trzeba będzie je przykręcać? dopisek: EW]”. Ikonka konieczności noszenia maseczki też jakby miała wisieć na stałe. Znów: czyżby ojcowie wiedzieli coś, czego my nie wiemy?…

Tym razem na Rusinową poszłam przed mszą, bo po niej planowałam skorzystać z archiwum. Zaproponowano mi referat na jesiennym sympozjum z okazji 160 rocznicy objawień, od których zaczyna się historia sanktuarium, i potrzebowałam do niego zajrzeć w otchłanie tutejszych zbiorów. Ojciec Jerzy lojalnie mnie ostrzegł, że dużo tego. Niestety, miał rację – jęknęłam, kiedy zobaczyłam. Dobrze, że byłam już po trzech oscypkach i stosownej ilości żurawiny, inaczej osunęłabym się malowniczo po ścianie z wrażenia.

Msza była inna niż zwykle, bo kiedy wpadłam do kaplicy tuż przed rozpoczęciem liturgii, zobaczyłam tłumek dzieci w strojach pierwszkomunijnych. Okazało się, że w ten sposób chciały podziękować za pierwsze przystąpienie do Stołu Pańskiego. Kazanie miał ksiądz proboszcz, dobre, dostosowane do komunistów, których pewnie sam przygotowywał. Mówił o chlebie i ogólnie ta msza wciąż wracała do tematu bochenków, także ogłoszenia – może dlatego że było wspomnienie św. Brata Alberta, który mawiał, że mamy być dobrzy jak chleb. Na marginesie – za dwa tygodnie na Rusinowej będzie msza, na którą mają się zjechać pielgrzymi z okolic bliższych i dalszych, właśnie dla uczczenia wspominanej wyżej rocznicy objawień.

Po liturgii przyszedł czas na zmierzenie się ze stosem archiwaliów. Zdesperowana wymyśliłam w końcu system, który mi znacznie ułatwił pracę, tak że na dwóch dłuższych pobytach powinno się skończyć. W przerwach między jednym woluminem a drugim pogadałam z o. Bartkiem, zamówiłam mszę i wymiziałam Stefana. Właśnie gubi zimową sierść, przez co kłaczy, ale wciąż jest przyjemnie puchaty i miły w dotyku, chociaż wygląda jak krakowski obwarzanek. Nawet za bardzo nie protestował, chociaż kiedy uznał, że koniec drzemki, umknął błyskawicznie.

Do Małego Cichego zeszłam wczesnym wieczorem, chociaż teraz dzień jest tak długi, że wydawało się to ledwo popołudniem. Znów spłoszyłam parę szczygłów przy kościele, ale tym razem pan szczygieł (tak obstawiam, że on) pozwolił się nieco dłużej popodziwiać. Podobnie zresztą jak pan zięba przy kaplicy – żałuję, że nie miałam na wierzchu telefonu, bo pozował bardzo dzielnie i siedział wystarczająco blisko. Chyba już oswoił się z tłumami, które się tam przewalają.

Dziś był dzień na grani Krupówek. Na dobry początek wybrałam się do ściany po kasę a potem do Żarneckich po lody. Dobra wiadomość jest taka, że nie podnieśli cen i nadal nie zeszli z jakości.

Zahaczyłam o ulubione delikatesy, jedne z niewielu, w których można nabyć pyszną owsiankę z jabłkami, morelami i chia oraz pyszne kabanosy (pozdrawiam Sokołów!). Nieśpiesznym krokiem posnułam się w dół Krupówek, rejestrując odżywające knajpki i sklepy, których śpieszny powrót do funkcjonowania objawiał się regularnie powracającymi ogłoszeniami, że szukają pracowników. Jedno z nich zrodziło nawet we mnie niejakie podejrzenie o seksizm: „PRACA. Szukamy dziewczyny”. Sklep z chińszczyzną, nic zdrożnego!

Na adorację w kościele parafialnym nie dało się wejść, bo straszyły na klamkach wielkie tablice z napisem: „Sprzątanie kościoła”. Zgryzłam mało chrześcijańskie myśli na ten temat i poszłam do starego kościółka koło Pęksowego Brzyzku. Chyba nawet lepiej na tym wyszłam, bo siadłam sobie koło ołtarza św. Jacka i pod jego przyjaznym wzrokiem popróbowałam pobyć z Panem. Przez otwarte okna wpadał przyjemny przeciąg, pachniało nagrzanym drewnianym kościółkiem a przez chwilę nawet mogłam posłuchać, jak młody organista ćwiczy i było to bardzo przyjemne doświadczenie słuchowe.

Idąc już w stronę ryneczku po Gubałówką, wyhaczyłam owieckę z masecką na pyszczku. Zdjęcie wklejam wyżej – górale jakoś przesadnie nie przejmują się tym przepisem, więc przynajmniej owiecka robi statystykę.

Jakoś nie miałam weny na dłuższe snucie się po kramach, więc pobieżnie przejrzałam, co jest, i poszłam na przystanek. Siadłam sobie pod wiatą, wyciągnęłam świeżo nabyty wiosenny numer kwartalnika „Tatry” i przerzuciłam pobieżnie. Jest o przemijaniu i jakoś przez to dobrze współgra z tym, co w mojej głowie i sercu. Z chęcią przeczytam.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s