Dobrze mieć własnego biskupa

W tym roku mogłam normalnie być na święceniach diakonatu u OP. Moja dusza krużganiarki została usatysfkacjonowana tym faktem. Po raz pierwszy udzielał ich o. bp Mikołaj Łuczok OP. Tak, tak, dominikanin został biskupem i to na Ukrainie (pomocniczy w diecezji mukaczewskiej).

Tak patrzyłam na relikwiarz głowy św. Jacka stojący na ołtarzu i tak wracała do mnie ciągle myśl, że to jak powtórka z historii. Za jego czasów też dominikanie bywali biskupami na wschodzie i to tym najbliższym. Moim zdaniem to dobry znak, zapowiadający odrodzenie albo już będący jego przejawem. Po prostu polska OProwincja jest jak Kościół – semper reformanda. Może dlatego nawet kasatą jej nie dobijesz?

Zachwyciło mnie kazanie o. Mikołaja. Przezabawne były anegdotki o tym, jak biskupem zostawał, ale najcenniejsza myśl, którą chcę zachować, padła na początku. Kaznodzieja odniósł się do dzisiejszej Ewangelii, czyli końcówki tej wg św. Jana, a dokładnie do słów Jezusa do Piotra. Ten ostatni pytał, co będzie z Janem, i jako odpowiedź usłyszał: „Co tobie do tego? Ty pójdź za mną!”.

Z tych słów wyprowadzony został prosty wniosek dla diakonów, ale ja go też sobie przywłaszczę – co tobie do tego, co dzieje się z innymi, ty pójdź za mną! Powołanie czy ogólniej bycie chrześcijaninem to relacja osobista też w tym sensie, że między dwiema osobami: Chrystusa i wierzącego. Nie chodzi w niej o to, czy ochrzczeni/wyświęceni wokół mnie trwają w tej relacji. Tu trzeba być egocentrycznym – to o mnie chodzi, a nie moje otoczenie. To mnie Chrystus woła i ze mną chce budować relację. To On mnie wybrał i doskonale wiedział, kogo wybiera. Trzeba więc tylko i aż wytrwać, oczywiście czerpiąc z Niego soki.

W kazaniu było jeszcze więcej treści, ale ta myśl najbardziej we mnie zapadła.

A potem był jeszcze jeden piękny gest. Po formule przyjęcia święceń ojciec biskup z każdym z diakonów wymienił „misia”. To mi przypomniało święcenia prezbiteratu, których kilka lat temu udzielał kard. Duka, też OP. Najpierw pobiskupił, wyświęcając, a potem zszedł z katedry i wyściskał neoprezbiterów jako swoich współbraci.

To jedna z tych cech, które pojawiają się w dominikańskiej liturgii, ale też życiu, że jest w nich obecne oprócz oddania czci Bogu – celebrowanie wspólnoty, co przenosi się też na świeckich. Kiedy kończyłam pisać książkę o św. Jacku, zapytałam go na modlitwie, którą jego cechę szczególnie chciałby przekazać współczesnym braciom. I od tego momentu cały czas w źródłach i materiałach zaczęłam widzieć to, że Jacek był człowiekiem wspólnoty. Kimś, kto gromadził i jednoczył.

Może to właśnie sprawiło, że polska prowincja zawsze miała wyraźny rys duszpasterski, a na pewno pozwoliło, pomimo nieustannych podziałów i wewnętrznych konfliktów, przetrwać jej do dziś.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s