Demistyfikacja mistyki

A wszystko dlatego, że ludzie klasyków nie czytają. Naprawdę. Mnie jest łatwiej, bo pracuję dla Wydawnictwa Tyniec, gdzie redaguję przekłady i komentarze do klasyki chrześcijańskiej duchowości, więc jeszcze mi za ich lekturę płacą. Z niej też wynika moje przekonanie, że jeśli ktoś chce się zapuszczać w rejony pogłębionej duchowości, nie ma przebacz – Antoni Pustelnik, Jan Kasjan i Ewagriusz to pozycje obowiązkowe. Do tego jakiś zgrabny komentarzyk, dajmy na to, o. Gabriela Bunge’a, o. Szymona Hiżyckiego albo o. Włodzimierza Zatorskiego, bo jednak od napisania tych dzieł minęło grubo ponad 1000 lat, i można podjąć pierwsze próby.

Jeśli jednak próby te podejmuje się bez przygotowania, to potem rodzą się pytania takie, jak to zarysowane przez Sebastiana Dudę w jego tekście-świadectwie o relacji z o. Pawłem Malińskim U dominikanów nie było superwizji tylko struktura klerykalnej władzy. Brzmi ono: „Czy mistyka – określana często w chrześcijaństwie jako najbardziej pożądana i najwyższa postać życia duchowego – może prowadzić do grzechu?”. Od razu zastrzegam: według mnie pytanie jak najbardziej zasadne w opisanym tam kontekście doświadczeń i przekazanych treści. Choć nie ukrywam, że nie do końca rozumiem, co autor ma na myśli, używając słowa „mistyka”. I być może z tego właśnie niedopowiedzenia wynika problem lub w nim właśnie jest on ukryty.

Przeczytałam, w poszukiwaniu rozwiązania, także zasugerowany drugi tekst Dudy Mistyczne wodzenie na pokuszenie, skupiony na mistyce oblubieńczej i jej gnostyckim odpowiedniku serwowanym jako szczyty chrześcijańskiej duchowości w praktyce oraz poglądach braci Philippe OP, Jeana Vaniera i im pokrewnych. Może zrobiłam to zbyt pobieżnie, ale odpowiedzi nie znalazłam.

Zajrzałam więc do Małego słownika teologicznego Rahnera i Vorgrimlera. Jest tam pięć haseł odnoszących się do tego terminu: m. Chrystusowa, m. grzechu, m. Logosu, m. trynitarna oraz m. zaślubin (Mistrz Erkhard pewnie dorzuciłby jeszcze mistykę istoty). Spośród nich m. grzechu dotyczy zupełnie innej kwestii niż poruszane we wspomnianych tekstach, więc ją ominę, a z pozostałych czterech podstawową jest pierwsza. Zgodnie z nią mistyka jest to stan duchowy, który bazuje na doświadczeniu „zjednoczenia swojej własnej osoby z Jezusem Chrystusem, które zostało udzielone mocą łaski i które już zostało radykalnie przyjęte„. Bazuje ona na Pawłowym stwierdzeniu, że „nie żyję już ja, ale żyje we mnie Chrystus”.

Problem zawarty w pytaniu wydaje się więc wynikać, z jednej strony, z utożsamienia istoty mistyki z konkretnymi przejawami fizycznymi (jeśli pojawiają się dary nadzwyczajne typu stygmaty, bilokacja czy nawet mówienie językami) oraz silnym pobudzeniem emocjonalnym, najczęściej pozytywnym, z drugiej – z zagubieniem prawdy, tak dobrze znanej wszystkim Ojcom Pustyni i prawdziwym mistykom, że zanim nastąpi zjednoczenie, konieczne jest długotrwałe oczyszczenie. A ono zaczyna się od mozolnej, ćwiczącej boleśnie wytrwałość pracy nad osiągnięciem cnót / wykorzenieniem wad (w zależności od tego, które podejście pacjentowi bardziej odpowiada). Ta praca z kolei to nic innego, jak dostosowywanie swojego życia do wymagań Dekalogu (o czym świetnie można się przekonać, zaglądając do rozdziału Reguły św. Benedykta, pt. Narzędzia dobrych uczynków – przykazania rządzą). Mistyka zaczyna się jak praca rolnika – od grzebania się w błocie: orki, siewu, bronowania, pilnowania, żeby chwasty nie zarastały zboża, dłuuugiego czekania aż ziarno wzejdzie, wyrośnie, dojrzeje, wreszcie wysiłku żniwa.

Próba pójścia na skróty przypomina trochę dowcip z czasów komuny zaczynający się od pytania, gdzie najszybciej wykopuje się ziemniaki, a kończący odpowiedzią, że w kołchozie, bo tam ludzie wykopują je już w nocy po posadzeniu. Najedzą się nimi, ale na polu nic się nie urodzi i jak byli głodni, tak znowu będą.

Mówiąc inaczej, a banalnie: bez wierności chrześcijańskim wymaganiom moralnym nie ma stanów mistycznych. Może być pojedyncze doświadczenie jak to Pawła pod Damaszkiem, choć nawet tam to nie było doświadczenie mistyczne sensu stricto, bo apostoł nie doświadczył zjednoczenia z Chrystusem, a miał jedynie Jego wizję.

Podstawowa wierność chrześcijańskim wymogom moralnym to jest warunek sine qua non. Nie jest to jednak, moim nieskromnym, cała odpowiedź na pytanie o to, czy mistyka może prowadzić do grzechu. Jest jeszcze kwestia tego, że życie mistyczne jest tak naprawdę walką. Owszem, można wybierać smaczki w postaci opisów zjednoczenia, w których mistycy, nie mając lepszych narzędzi do opisu swojego stanu, sięgają po metafory ze sfery erotyki. Jednak doskonała większość dzieł a czasem i życia mistyków (patrz: Matka Teresa) to nada Jana od Krzyża. Pustka, milczenie i o mało co śmierć z niedożywienia. Słowa Jezusa z Apokalipsy św. Jana, że On tych, których kocha, karci i ćwiczy, są boleśnie prawdziwe. Nigdy jednak nie pozostawia ich bez wsparcia, co też prawdziwe jest, choć w o wiele radośniejszy sposób.

Pogłębione życie duchowe jest więc walką, tym trudniejszą, im bliżej będziemy ostatecznej jedności. A z walką jest tak, że w każdej chwili można ją przegrać. W tym sensie decyzja na pogłębione życie duchowe jest zgodą na kolejne batalie i bitwy, co oznacza także porażki, oraz na to, że im dalej na tej drodze pójdziemy, tym pokusy będą subtelniejsze (nota bene Zapiski więzienne rewelacyjnie to pokazują, moim zdaniem). W tym sensie taki wybór drogi wewnętrznej jest podjęciem zwiększonego ryzyka upadku. Jednak to nie mistyka, czyli zjednoczenie z Panem, jest przyczyną grzechu (takie stwierdzenie jest przecież wewnętrznie sprzeczne), ale dążenie do niej może być tym grzechem naznaczone. Jest on jednak, i to trzeba powiedzieć mocno, przeszkodą w zjednoczeniu, a nie, jak to sugerowali wymienieni wyżej panowie, katalizatorem procesu uświęcenia.

Z tekstów Sebastiana Dudy wynika, że w teologii pseudomistyki wymienionych wyżej panów nie ma nic odkrywczego – kolejne odgrzewanie gnostyckich kotletów ala Bracia Wolnego Ducha i im podobni. To jednak dobrze widać z dystansu, z dystansu też ławo krytykować tych, którzy dali się temu nauczaniu a chyba przede wszystkim tym ludziom pociągnąć. Jeśli miałabym odpowiedzieć na pytanie, co zrobić, żeby nie powtórzyć ich błędu, powiedziałabym: „Przylgnij sercem do Bożego Prawa, pokochaj prostotę i nie bój się opinii bycia kimś banalnym, a w tym wszystkim szukaj tylko Chrystusa”. O resztę Bóg się zatroszczy sam.

4 myśli nt. „Demistyfikacja mistyki

  1. „im dalej na tej drodze pójdziemy, tym pokusy będą subtelniejsze (nota bene Zapiski więzienne rewelacyjnie to pokazują, moim zdaniem)”

    Mam prośbę – czy mogłaby Pani to rozwinąć odnośnie Zapisków?

    Dziękuję za wartościowy tekst!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s