Dywagacje o sile z plakatem w tle

Kontempluję ten plakat od wielu tygodni, czekając na autobus, w który się przesiadam. Zdjęcie intrygujące, klimatyczne, a po pewnym czasie wprowadziło mnie też na ścieżkę rozważań o sile. Kobiecej sile.

Dokształciłam się odrobinę na temat autora tych słów, ale przede wszystkim fotografii, Helmuta Newtona. Głównie, jeśli chodzi o pozostałe jego dzieła. Prowokator, ale o wysublimowanym guście, co nieco przeczy jego oświadczeniu, że w świecie fotografii są tylko dwa brzydkie słowa: sztuka i dobry gust. Taki klasyczny (oj, nie spodobało by mu się pewnie to określenie…) przedstawiciel epoki schyłkowej: prowokacja na granicy kiczu, emocjonalne rozedrganie między maską pewności siebie graniczącej z dyktaturą a depresją wynikającą z poczucia własnej bezwartościowości, czające się podskórne okrucieństwo wynikające z upośledzonej empatii ubierane w szatki zakręconego poczucia humoru. Tak odbieram jego zdjęcia i nie jest to negatywna recenzja – to naprawdę świetne fotografie, warsztatowo rewelacyjne, przemyślane i mimo swego dekadentyzmu mające w sobie treść.

Tyle o Newtonie, bo zasadniczo to mi chodzi o kobiecą siłę. On przedstawia silną kobietę jako prowokatorkę albo upodobnioną do mężczyzny czy raczej chłopca. Wyczuwam w tle paskudną postawę (wiem, mogę się mylić i to dopuszczam), mianowicie chłopięcej ucieczki od odpowiedzialności na pozycję obserwatora, poszukiwacza emocji i wrażeń. Znalazłby je pewnie w budowaniu relacji, ale to zbyt niebezpieczne. Prowokacja jest wygodniejsza.

Wracając do tematu: rzeczywiście jakoś tak jest, że określenie „silna” przywodzi na myśl skojarzenie: „ta, która przejęła męskie cechy”. Albo: „ta, która kontroluje rzeczywistość wokół siebie”. Tu zrodziło się w mojej głowie pytanie, czy to odpowiada mojemu, czy też kobiet, które kiedyś gdzieś podzieliły się swoim doświadczeniem, postrzeganiu siły. Uwaga, teraz pojadę feministycznym tekstem: moim zdaniem te określenia siły mają męskie pochodzenie i prawdziwie silna kobieta jest inna.

Jest wytrzymała. To zdradliwe, bo czasem wytrzymujemy w sytuacjach, kiedy trzeba było dawno trzasnąć drzwiami. Czerpie energię do działania i przetrwania z relacji, może dlatego tak mało jest samotnych wojowniczek i pustelnic. Ma, wydaje się, że nieskończoną, zdolność regeneracji i jak wańka-wstańka powraca do stanu zbliżonego do wyjściowego. Potrafi także pogodzić się z niepewnością i utratą kontroli, ale jednocześnie przekształcać świat wokół siebie powoli i konsekwentnie na taki, który będzie bardziej przewidywalny i do zaakceptowania. Sparafrazuję tu również jedno z moich ulubionych powiedzeń – jest błogosławiona, bo cicha, a jednocześnie zdolna do pyszczenia w porę, jak chociażby żona unickiego proboszcza, o której pisałam tutaj.

To inny rodzaj siły, zaprawiony dużą dozą słabości, co paradoksalnie tę siłę zwiększa. Moim zdaniem największą krzywdą, jaką kobietom zrobiła druga fala feminizmu, było odebranie nam prawa do bycia słabymi i potrzebującymi wsparcia. Nałożono nam na barki ciężar ścigania się z mężczyznami, co zmusiło nas do mimkry. My jesteśmy pod wieloma względami słabsze, nasze ciała inaczej funkcjonują, mamy do odegrania inne społeczne role, niemniej ważne niż te męskie. Tylko do tego musimy rozgościć się w naszej słabości, zgodzić na utratę kontroli, bycie buntowniczkami wybierającymi inne wartości, niż te za którymi uganiają się panowie. Prawo do tego nam odebrano, wpychając w role prowokatorek lub mężczyzn. Owszem, zdarzają się wśród nas Debory, Judyty i Estery, ale zwróćcie uwagę, że one wkraczają do akcji tam, gdzie mężczyznom zabrakło psychicznych i duchowych sił do walki albo jej możliwości.

Kluczem do naprawy, znów moim zdaniem, jest wysiłek budowania relacji. Tworzenia świat dynamicznego i elastycznego, bo utkanego z subtelnych nici współzależności (ach, jak my współcześnie nie lubimy tego słowa…). Nie układów wymuszonych siłą czy manipulacją, tylko świata, w którym słabość jest przedsionkiem; punktem startowym wzrostu.

Świata, którego fundamentem jest miłosierdzie – zdolność do przyjęcia prawdy i przebaczenia.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s