Psalm 4 grudnia

Pan moim światłem…

Jak większość osób zmagających się z chorobą Hashimoto źle znoszę brak słonecznego światła. Tym samym listopad i grudzień to najtrudniejsze dla mnie miesiące roku – słońce pojawia się późno, przebiega nisko nad horyzontem i szybko chowa się na zachodzie. Na dodatek jest to też czas, kiedy na niebie lubią panoszyć się chmury, kradnąc nawet tę odrobinę jasności i ciepła, jaka jest dostępna.

Kiedy na początku Adwentu słyszę, że Pan jest moim światłem, przychodzi mi na myśl moja tęsknota za promieniami słońca. Bóg też mnie ogrzewa, napełnia radością i optymizmem, daje siłę do zmagania się z codziennością. Jego bliskość – tak odczuwalna i tak naturalna jak obecność dziennego światła – wzmacnia moją odporność na to, co jest zagrożeniem lub własną słabością. Nie da się jej niczym zastąpić, jak zamiennikiem słonecznych promieni nie może się stać najlepsza nawet lampa czy końskie dawki witaminy D.

Grudzień to coraz dłuższe noce, jednak trzeba zaufać, że przesilenie przyjdzie – wraz z narodzinami wcielonego Pana.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s