[MC 2×20] Pod kapiącą skałą

Uparłam się na tę Stryjeńską u Szymanowskiego i dziś dopięłam swego. Willa Atma znajduje się przy jednej z najładniejszych (moim nieskromnym) ulic Zakopanego – Kasprusie. Schodzi się do drewnianego budynku po dopieszczonej ścieżce z kamieni  – jest też podjazd dla wózków wszelakich – obchodzi, mijając wypieszczony trawnik i przeszkloną werandę, i już można wchodzić spod zadaszenia. Na wejściu wita nas zamaskowana Dama z łasicowatym niejakiego Vinciego (nie będę przecież pisać „da” jak Rusowie – niski ukłon dla pana Machulskiego). Towarzyszy jej oczywiście lista wymagań sanitarnych z okazji COVIDA 19. Jeszcze tylko dezynfekcja rąk i można nabywać bilet.

Ekspozycja stała składa się z trzech pokoi i w pierwszym z nich umieszczono trzy gwasze Stryjeńskiej. Tematyka górska, najpóźniejsza praca („Kąpiące się”) wydaje mi się nawiązywać trochę do Łempickiej, szczególnie centralny kobiecy akt. Te czysto ludowe bardziej mi się spodobały, ale i tak jestem zadowolona z wrażeń z wizyty. Odświeżyłam sobie przy okazji też ekspozycję stałą, którą oglądałam już kiedyś z Anią Miotk.

Muzeum otwierało swoje drzwi o 10.00, więc na jakieś konkretniejsze wędrówki było późno, zresztą pogoda wydawała się zachęcająca, aczkolwiek nieco niestabilna. Idąc Kasprusiami w stronę wejścia do Strążyskiej i podziwiając mijane wille i pensjonaty – wierzcie mi, jest na co popatrzeć – minęłam też Żabi Dwór. I to mi przypomniało, że mają w swoim menu dane noszące nazwę, cyt. „kiełbaska ku dziurze”. Pomyślałam: „Czemu nie? Pogoda taka se, więc mały spacerek do tej dolinki może być ciekawy”.

Był. Jedynym minusem było to, że nie wzięłam kijków a przy tej ślizgawicy bardzo by się przydały. Reszta pozytywnie. W Dolinie ku Dziurze, czyli po prostu wejściu do jaskini, zachował się pierwotny drzewostan tej części gór, czyli jodły i buki. Nie są też uprzątane wiatrołomy, co sprawia, że nad strumieniem bardzo malowniczo budują klimat rezerwatu zwalone pnie o różnym stopniu omszałości i przegnicia. Spacerowiczowi cały czas towarzyszy potok, dziś wybitnie szumny i dynamiczny po ostatnich deszczach. A wędrujących dolinką mało, co tylko dodaje jej uroku.

Jest kilka podejść, choć w przypadku tego miejsca zdecydowanie ciekawsze są progi skalne, po których spływał potok.

Niesamowity efekt sprawiały te brzegi wysłane buczynowymi liśćmi – jak specjalnie usypane, gładkie, z wyrastającymi z nich zaledwie lekko omszałymi, elegancko spatynowanymi pniami buków. Ogólnie kolorystyka tej doliny jest niesamowita, jesienią to już musi być zupełny odlot.

Potok szalał, w jednym miejscu także przez szlak.

Tuż przed końcówką stwierdziłam, że potrzebuję sobie podnieść cukier. Wyjęłam więc zapasy, patrząc na czekające mnie schodki i wyceniając na oko, jakie mam ryzyko pacnięcia na moje cenne cztery litery, jeśli się pośliznę przy schodzeniu.

Drugie zdjęcie robione już przy schodzeniu – ze względu na stan pogodowy wizyta tam był to piknik pod kapiącą skałą (wiszącą nieco też). Ostatnie zdjęcie to świetna ilustracja terminu „szlak wyścielony błotem”. Oraz liśćmi.

Rzut oka do wejścia do jaskini tylko mnie utwierdził w przekonaniu, że speleologiem mogłabym być tylko za karę. Z zewnątrz jednak całość piękna, nawet pomimo nieustannego dążenia skały, żeby nakapać mi za kołnierz.

Poszłam sobie potem Ścieżką pod Reglami. Po raz pierwszy od przyjazdu zobaczyłam Butorowy i Gubałówkę oraz zapadłam się po kostki w błoto. Na szczęście nie nalało mi się do butów górą. Spacer uznaję za bardzo udany, szczególnie że pod koniec spotkałam znajomego i uaktualniliśmy dane na swój temat. Udało mi się też kupić archiwalny numer „Tatr”, którego tematem były ptaki wysokich gór. Zawsze to miło zobaczyć pomurnika, nawet jeśli tylko na zdjęciu.

Na mszy dziś dzieci modliły się za babcie i dziadków a także prababcie i pradziadków. Dziewczynka śpiewająca psalm zrobiła to pięknie – czysto i przyjemnym głosem. Ambonka jest wysoka i żeby dzieci mogły dosięgnąć mikrofonu, wysuwany jest specjalny schodek. Kiedy ona podchodziła, ministrant podszedł i wysunął go, a kantorka jak prawdziwa dama, podnosząc nieco kraj sukienki, weszła na to podwyższenie z prawdziwą gracją, całkowicie naturalnie przyjmując to, że ktoś jej usługuje. O jakie to było ładne.

Podobnie jak ładny był widok z mojego okna jakąś godzinkę później:

23 VI 2020 (2)

Widzę przez okno mrugające do mnie światełko z Kasprowego a wszelkie znaki na niebie wskazują, że jutro będzie ładna pogoda. Idę nad Czarny Staw pod Rysami, może wreszcie uda mi się tam wejść…

 

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s