[szkoły duchowości] Dominikańska

dominicgWspomniany poprzednio Kastylijczyk to Dominik z Calaruegi. Świetnie wyedukowany i szczerze wierzący został kanonikiem katedry w Osmie, a więc żył regułą św. Augustyna, jednak równocześnie był zafascynowany pismami Jana Kasjana, a więc duchowością monastyczną. Kluczem do duchowości jego i jego synów nie jest jednak skupienie na miłosierdziu czy kontemplacji. Jest nim Prawda. Odwieczna a jednocześnie wcielona.

Rzecz jasna drogą do poznania jej w pełni jest miłosierdzie i kontemplacja, jednak Dominik chciał nie tylko poznawać. Chciał głosić. Doskonale rozumiał, że nasze chrześcijaństwo jest na tyle prawdziwe, na ile prawdziwy jest obraz Boga, który mamy. I to nie tyle mamy, co wciąż odkrywamy. Wiedział, że jeśli obraz ten zostanie wykrzywiony, wielu ludzi nawet nie zauważy, że grzeszy i żyje w fałszu. Pan w jego sercu zaszczepił swoje własne pragnienie – zbawienia każdego człowieka przez objawienie mu pełni prawdy o Ojcu.

Najpierw jest więc poznanie – contemplare – a potem niesienie jego owocu innym – contemplata aliis tradere. Z tym że dominikańskie contemplare to nie tylko modlitwa i asceza, to także wytrwałe studium. Prorok, żeby głosić, musi nauczyć się słuchać. Jednak słuchanie nie może zamykać mu ust. I już tu widać, że życie dominikańskie wymaga nieustannego szukania równowagi, chodzenia po grani. Może dlatego polska prowincja odpowiada za kaplicę na Wiktorówkach (marianie wytrzymali tylko rok…) a tam posługujący bracia w okresie wakacyjnym odprawiają msze niedzielne w schroniskach: Roztoce, Morskim Oku i Pięciu Stawach Polskich. Uczą się chodzenia po grani w sposób dosłowny.

A skoro już weszliśmy na te 1000+ m. n.p.m. – niedaleko, bo na Polanie Rusinowej, wypasane są owce i towarzyszą im takie białe kudłate psy, bardzo do owiec podobne. O braciach kaznodziejach też się mawia, że są Pańskim Psami (Domini-canes). I tak sobie myślę, że niejeden wilk przeżył niejaki szok, kiedy owca, którą próbował rozszarpać, nagle wyszczerzała kły. Dominikanie powstali jako zakon mający nie tylko głosić prawdę, ale też jej bronić. A przez to bronić wiernych, przez ich nauczanie, ale też przez jasne i spokojne wykazywanie błędu i debaty z tymi, którzy ten błąd szerzą.

To pójście za zasadą wskazaną przez św. Pawła – wszystko badać, a co dobre zachowywać. Bez lęku przed tym, co nowe, ale też bez ślepej fascynacji. Primum discernere – najpierw rozróżniać. To dłuższa droga niż intuicyjne rozpoznanie, ale pewniejsza. Chociaż i dla intuicji jest miejsce w życiu kaznodziei. Krąży anegdotka, jak to po pewnym wykładzie o. Salij zerwał się z miejsca i zaczął żarliwie twierdzić, że wykładowca nie ma racji. Kiedy poproszono go o uzasadnienie, miał odpowiedzieć: „Nie umiem powiedzieć, czemu nie tak, ale nie tak”. Uzasadnił, kiedy przemyślał, ale intuicja proroka go nie zawiodła.

Głównym zagrożeniem życia dominikańskiego jest to, że kaznodzieja może zostać cymbałem. Jak wiadomo, działa on w ten sposób, że jest głośny, bo w środku pusty. Pustka ta może rodzić się z dwóch przyczyn: braku kontemplacji, która skutkuje brakiem miłosierdzia (przez które rozumiem też umiłowanie Boga), oraz braku studium, które skutkuje brakiem treści. Takiego kaznodzieję niewątpliwie słychać, ale za to jego głoszenie przynosi wątpliwej jakości owoce.

Trzymając się metafory instrumentalnej – wspólnota dominikańska ma być jak organy. Składająca się z wielu różnych głosów, w której zasadą wydawania dźwięku jest to, że przez piszczałkę przepływa powietrze – tchnienie. I ta wielość jest konieczna do tego, by oddać bogactwo Boga i dotrzeć do jak największej liczby osób. Głosy organów się nawzajem wzmacniają i budują. To zresztą też obraz tego, jak głęboko w życie braci kaznodziejów jest wpisana wspólnota i zbudowana na różnorodności jedność. W końcu mają swoim życiem odzwierciedlać życie pierwszych głoszących – apostołów.

I jeszcze wracając do zagrożeń – tu także pojawi się ryzyko pychy, tej płynącej z posiadanej wiedzy, a także próżności. Ta ostatnia może zakorzenić się w doświadczeniu owocowania – kiedy dominikanin zapomni, że jest tylko piszczałką a siła głosu pochodzi od Kogo innego, może nadal prowadzić innych do zbawienia, ale sam je utraci. A to jest przerażająca perspektywa. Może też zacząć szukać nieustannego potwierdzenia w oczach słuchaczy i w końcu zamiast ich prowadzić do nawrócenia, zacząć iść za stadem.

Z całym szacunkiem dla papieża Franciszka, ale jak ktoś trochę popasał owce (albo o tym poczytał), to wie, że potrafią się one zapędzić w miejsca bez wyjścia, gdzie żaden szanujący się pasterz by im pójść nie pozwolił. Dla wielu tatrzańskich juhasów „chodzenie za stadem” zamiast na jego czele skończyło się tragicznie, wystarczy zajrzeć do pierwszego rozdziału Wołania w górach Michała Jagiełły, żeby się o tym przekonać. W życiu kapłańskim to też tak działa.

Z rzeczy pozytywnych – dominikańska świętość ma wielką paletę odcieni. Jednak da się wychwycić pewne cechy wspólne – trzeźwość sądu, jednoznaczność wypowiedzi połączona z jej roztropnością, swego rodzaju „dożartość” (jak ktoś widział psa, który złapał trop, będzie wiedział, o co mi chodzi) w zdążaniu do prawdy i jej obronie, a u podstawy tego wszystkiego żarliwe pragnienie, by nie utracić ani jednego spośród tych, którzy zostali Chrystusowi powierzeni. Więcej, odnaleźć tych, którzy są z Jego rodu a wciąż jeszcze Go nie poznali. I czekać, nawet jeśli będzie to czujna drzemka, na nadejście Pana.

Kiedy dominikanom tej czujności brakowało, Pan najpierw posyłał reformatorów (w XIV w. nawet pewną blondynkę ze Sieny, z całym szacunkiem dla Katarzyny Benincasy – nie próbujcie z nią zadzierać). Potem chyba uznał, że nic nie robi tak dobrze kaznodziejom, jak odrobina konkurencji – w XVI w. pewien powołany przez niego Bask założył jezuitów. Nie tylko założył, ale też opracował dla nich jedno z najgenialniejszych narzędzi formacyjnych w dziejach Kościoła. I o tym będzie w następnej części.

PS

Rzecz karygodna, ale zapomniałam jeszcze o tym aspekcie, związanym zresztą ze znaczeniem prawdy o Wcieleniu!

39442100_1772541449447928_1408778856822734848_o

nie znam autora grafiki, ściągnięta ze strony na fb którejś z grupek dominikańskich

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s