[szkoły duchowości] W planie

Przyszło mi na myśl, żeby podzielić się swoim doświadczeniem bogactwa Kościoła, jeśli chodzi o rodzaje duchowości. Przewodnik będzie subiektywny i bardzo niepełny, bo planuję napisanie tylko o tych, z których kiedyś tam zaczerpnęłam lub nadal czerpię.

Na początek chcę tylko powiedzieć, że fascynuje mnie to, jak elastyczna a jednocześnie mocna jest struktura Kościoła katolickiego, który potrafi w sobie pomieścić i pogodzić tak wiele różnych dróg zdążania do Boga. Jeśli za najwyższe osiągnięcie ewolucji uznalibyśmy organizm zdolny do adaptacji do każdych prawie warunków a przy tym zachowujący własną tożsamość, to Ecclesia Romana jest dla mnie, w zakresie życia duchowego, właśnie kimś takim.

Zacznę od duchowości monastycznej, chociaż nie była to pierwsza, z jaką zetknęłam się w życiu, ale dla Kościoła najwcześniejsza, zaryzykowałabym nawet stwierdzenie, że archetypiczna. Od wielu lat, m.in. ze względu na swoją pracę, mam z nią nieustanny kontakt.

Potem chcę napisać o zjawisku, w którego istnienie wątpią nawet ci, którzy w nim żyją, czyli o duchowości dominikańskiej. Zakorzenionej w tym, co monastyczne (św. Dominik był gorliwym i czerpiącym pełnymi garściami inspiracje czytelnikiem Rozmów z Ojcami, które są fundamentalnym tekstem dla mniszej drogi do Boga), ale podporządkowującej wszystko jednemu zadaniu – głoszeniu. Tu będzie sporo o prawdzie, Wcieleniu i… radości. W końcu regułę Braci Kaznodziejów nazywano właśnie regułą radości.

Następnie przeskoczę z wieku XIII do XVI i św. Ignacego Loyoli. Zakon, który założył, nie nazywa swojej duchowości jezuicką, ale właśnie ignacjańską. Ma to spory sens, bo rzeczywiście historia życia duchowego po opracowaniu przez Ignacego ćwiczeń duchownych została nimi wyraźnie naznaczona, choć nie stało się tak, że nagle w Kościele byli tylko jezuici. Duchowość ich założyciela okazała się pomocna nie tylko w formacji tego zgromadzenia, ma po prostu o wiele szersze zastosowanie, że tak się wyrażę.

I tu będzie warto napisać nieco o duchowości związanej z tzw. starą mszą. Będzie to kilka moich uwag, które mi się nasunęły po udziale w celebracjach w NFRR, subiektywnych, ale też, mam nadzieję, jakoś umocowanych w historii i kształcie modlitwy.

Na koniec zostawiłam dwie drogi czy też sposoby budowania relacji z Bogiem, nieco ze sobą spokrewnione, ja jednak widzę między nimi znaczące różnice.

Pierwsza z nich to pobożność ludowa, dla mnie najbardziej pierwotna, bo ta, w której wyrosłam. Druga to duchowość Odnowy w Duchu Świętym, z którą zetknięcie prawie zawsze dawało mi impuls do pójścia dalej.

Pisząc o poszczególnych drogach, najpierw będę podawała to, co łacinnicy określiliby słowem modus: sposób (bycia, zachowania, postępowania), ale też miara, maniera, metoda. Zwykle zawiera się on w haśle danego zakonu, a jeśli nie będzie o zakonie, to spróbuję coś sklecić po swojemu.

Drugą rzeczą, o której na pewno wspomnę, będą pozytywy i zagrożenia. Te ostatnie nie tyle zawarte w danej duchowości, co jej grożące. Coś jak specyfika szlaku – inaczej chodzi się po dolinkach, inaczej wspina na grań.

Plan jest, mam nadzieję, że uda mi się go dobrze zrealizować. Amen.

2 myśli nt. „[szkoły duchowości] W planie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s