I popłakałam się, ech

Kończę właśnie artykuł pokonferencyjny i przy okazji uzupełniania przypisów trafiam na różne perełki, ale ta relacja autorstwa Tomasza Żuławskiego zmoczyła mi oczy dokumentnie. Małe wprowadzenie historyczne: pod Dzwolą (wioska blisko Janowa Lubelskiego) we wrześniu 1939 r. rozegrała się bitwa polsko-niemiecka, do dziś na cmentarzu można zobaczyć zadbany grób polskich żołnierzy, którzy w niej zginęli*.

Ofiarami nie byli jednak tylko wojskowi, gdyż kule dosięgły także cywilów (nie cierpię pojęcia „straty uboczne”). I tu zaczyna się opis Żuławskiego:

Kilkadziesiąt metrów od kościoła leży ciężko ranna kobieta. Z trudem unosi głowę i zaczyna rozpaczliwie krzyczeć: „Przestańcie strzelać! Błagam, ja umieram, ja muszę do spowiedzi! Boże, ja muszę księdza! Błagam – księdza! Przestańcie strzelać!”. Krztusi się od szlochu. […] Przez potrzaskane okno plebanii ks. Panecki słyszy błaganie. Bez chwili namysłu ubiera się szybko, zakłada krzywo stułę, chwyta Najświętszy Sakrament, oleje i biegnie do drzwi… a tam – kościelny […]: „Nie, nie dam, zabiją księdza, zabiją, nie wolno iść!”. Ksiądz przez chwile mocuje się z kościelnym […]: „Muszę iść, tam umierają ludzie! Słyszysz!”. Wychodzi z plebanii wyprostowany prosto w serce bitewnego cyklonu […]. Już klęka przy rannej. Lewą dłoń kładzie na rozgorączkowanym czole, gładzi włosy. Już słucha, spowiada, modli się namaszcza i błogosławi.

A szał bitewny stygnie. Strzały zaczynają cichnąć. Milkną jedno po drugim stanowiska strzeleckie. Nad polem bitwy zapada nagła, głucha cisza. Zza muru wokół kościoła wygląda kilkadziesiąt niemieckich hełmów. Polscy żołnierze leżą jak zaczarowani. Z opłotków wychylają nosy co odważniejsi mieszkańcy Dzwoli. […] Ksiądz jeszcze chwilę szeptał słowa modlitwy, wstał i zaczął obchodzić wszystkich rannych i zabitych. Niemców i Polaków, cywilów i żołnierzy, katolików i protestantów. Spowiadał, namaszczał, modlił się za nimi. Opatrzono i zniesiono rannych (za: Z. Baranowski, Gmina Dzwola. Historia i tradycje, s. 15).

Gęsto od znaczeń. Dla mnie pierwsze skojarzenie to fragment Psalmu 46: „On uśmierza wojny aż po krańce ziemi, On kruszy łuki, łamie włócznie, tarcze pali w ogniu. Zatrzymajcie się, i we Mnie uznajcie Boga wzniosłego wśród narodów, wzniosłego na ziemi!” (Ps 46, 10–11). Ten króciutki rozejm wynikał z tego, że obie strony, mimo walki, jednak uznawały tego samego Boga i okazały szacunek posłudze jego kapłana, nawet jeśli nie wszyscy żołnierze byli katolikami.

Druga myśl to swoisty ekumenizm, czy po prostu katolickość (od katholicos, czyli powszechny) ks. Paneckiego. Poszedł z dobrym słowem i modlitwą do każdego potrzebującego, nie zwracając uwagi na jego narodowość czy wyznanie. Kto wie, ilu z nich uratował życie, bo przecież dzięki temu, że wstrzymano ostrzał, zniesiono z pola bitwy rannych.

Wreszcie jego odwaga i determinacja, żeby pod ostrzałem dotrzeć do człowieka, który potrzebował jego posługi a przede wszystkim obecności. Ta kobieta mogła umrzeć ze spokojem w sumieniu, bo kapłan miał odwagę zaryzykować swoje życie, aby jej usłużyć. Bardzo orzeźwiające świadectwo, szczególnie że obecnie nadciągnęło lato a z nim sezon wystąpień z kapłaństwa.

*
Ciała niemieckich żołnierzy ekshumowano po wojnie i przewieziono do Niemiec.

7 myśli nt. „I popłakałam się, ech

  1. Świadectwo heroicznej postawy księdza ładne.

    A trochę, pozornie z innej beczki. Każde nadużycia ze strony Kościoła wymagają potępienia. Tylko teraz, zwłaszcza w internecie, katolik jest wrzucany do jednego worka z niewybrednymi epitetami. I nieraz osoba wierząca, z mniejszymi czy większymi kryzysami, praktykująca może czuć się zagubiona, dotknięta bolesnym etykietowaniem. Jeśli ktoś będzie wspominał np. różańcu to tylko w kontekście umieszczenia go w nienawistnie zaciśniętej pięści. A to NIEPRAWDA. Częściej użyty jest do osobistej, kameralnej modlitwy w prywatnych sprawach. Nie jest zaplątany w politykę. Konotowanie go z czymś tępym, pełnym nienawiści jest nadużyciem. Aczkolwiek jako łatwo rozpoznawalny symbol może łatwo temu posłużyć.

    Czasem odmawiam różaniec. No nie jest to kontemplacja, ale przeczytałam, żeby sobie rozważać tajemnicze mając przed oczami malarskie dzieła sztuki. Oprócz tego, że mam śliczny obrazek Maryi (z miłą twarzą) w płaszczu pokrytymi różowymi różami to właśnie czasem pozerkuję na obrazy. Np. „Zwiastowanie” Roberta Campin:

    A jest tam co obserwować! Nie tylko czadowego Ducha Świętego pędzącego na krzyżu w kierunku Archanioła Gabriela (Duch golasek), ale jest tam mnóstwo szczegółów z życia codziennego danej epoki. Nie jest to rzecz jasna epoka Chrystusa, ale taki to przywilej sztuki: czas współczesny artyście bywa usakralniony.

    Albo „Nawiedzenie św. Elżbiety” Rafaela:

    Na tym obrazie Maryja wygląda stylowo. Elżbieta jest trochę męska, ale w końcu domyśliłam się, że to postać żeńska. W tle rozgrywają się inne sceny.

    Pozostałe tajemnice czekają z obrazami. To bardzo fajna metoda polecana przez o. Biłkę.

  2. Chodziło mi Elu o to, że mnie się podoba jak się wkleiły te obrazy. Że nie jako linki, ale właśnie jako obrazy i że wygląda to fajnie i są przyjemne dla oka, choć wydają mi się monumentalne. Pozdrawiam :-).

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s