Czytając W drodze

Nadrabiam zaległości czytelnicze i właśnie kończę lekturę grudniowego numeru „W drodze”. Wśród tekstów trzy autorstwa jezuitów i jeden z nich sprawił, że mój podręczny zestaw Małego Inkwizytora z lekka sypnął iskrami.

Chodzi o artykuł o. Stanisława Morgalli ” O szczęśliwa wino!”. Wyciągnęłam zresztą z tego tekstu sporo dobrego, jednak powracająca dwukrotnie sugestia, że w człowieku nie ma nic godnego miłości zabrzmiała mi jakoś tak… luterańsko. A dokładnie przekonaniem, że człowiek jest tak bardzo upodlony przez grzech, że stracił w sobie nie tylko podobieństwo, ale nawet obraz Boga. Mówiąc po łacinie, jest simul iustus et peccator – jest równocześnie bezwartościowym, pozbawionym całkowicie dobra grzesznikiem i sprawiedliwym, którego usprawiedliwienie wynika wyłącznie z Bożego miłosierdzia, dawanego hojnie, ale w sposób całkowicie nieuzasadniony czymkolwiek w człowieku.

Bóg jest dobry, więc jeśli jest w nas choć cień jego obrazu (a klasyczna katolicka teologia mówi o utracie w wyniku grzechu pierwszych rodziców wyłącznie podobieństwa, nie obrazu), to jest w nas cień dobra – tak krakowskim targiem napiszmy. A skoro miłość rodzi się z dostrzeżenia dobra (to jedna z cech caritas), to coś tam w nas jednak jest takiego, co budzi Bożą miłość.

W końcu to On nas stworzył, więc mówienie, że całkowicie zepsuliśmy Jego dzieło, brzmi nieciekawie tonacją zabarwioną pychą. Zresztą o. Morgalla najpierw pisze, że nie chcemy się przyznać do grzechów, bo wydaje nam się, że one całkowicie nas przekreślają, a potem dwa razy pisze, że grzech nas czyni całkowicie niegodnymi miłości. Coś tu mi logicznie się nie skleja, możliwe, że źle zrozumiałam tekst jezuity, jednak czytałam go kilkakrotnie i nadal rozziew widzę.

Może to lata spędzone w dominikańskim środowisku, w którym wciąż żywe, nawet jeśli nie do końca świadome, jest spojrzenie na człowieka jako na Boże arcydzieło, jednak stwierdzenie, że w grzeszniku nie ma nic godnego miłości, oburza mnie znacznie. Niektóre egzemplarze Bożej twórczości co prawda są w fatalnym stanie, ale ich Stwórca jest mistrzem konserwacji dzieł sztuki.

Nikomu, a zwłaszcza grzesznikowi, nie powiedziałabym, że nie ma w nim nic godnego miłości. Zresztą Chrystus uderza zawsze w grzech, nie w grzesznika. W końcu grzesznik to ta trzcina nadłamana i knotek tlejący, nawet jeśli czasem trzeba nim wstrząsnąć, nazywając go grobem pobielanym. Jednak ze względu na nienaruszalne sanctum, które jest w każdym człowieku; obraz Boga, wciąż jest, aż do chwili śmierci, dla każdego nadzieja.

Do tego, żeby było ciekawiej (a o czym nieco o. Morgalla wspomina), Bóg potrafi to, co jest naszą największą słabością, uczynić dźwignią naszej świętości. Nie tylko przez to, że widząc ohydę swego grzechu i biorąc za niego odpowiedzialność, znajdujemy w tym motywację do zmiany, jak to przedstawia jezuita.

[lokowanie produktu] Mateusz Talbot, o którym ostatnio napisałam książkę, jest świetnym przykładem zjawiska, o którym mówię. Z natury był porywczy i zacięty, klasyczny gwałtownik, człowiek szukający stymulantów pozwalających mu wyrzucić obecną w nim energię. To właśnie to poszukiwanie popchnęło go w ramiona nałogu, ale też ta sama gwałtowniczość sprawiła, że kiedy zmienił kierunek o 180 stopni, miał siłę, by przeć do przodu bez względu na okoliczności.

Czy Matt był całkowicie niegodny miłości, kiedy pił? Zgodnie z tezami artykułu o. Morgalli – tak. A ja, tak po dominikańsku i idąc też za coraz bardziej przeze mnie kochanymi Ojcami Pustyni, powiem, że nie. Po prostu źle zainwestował obecne w nim dobro. Jak przerzucił aktywa, okazało się, że może w nim być całe morze dobra, aż się przelewa [koniec lokowania produktu].

Na koniec, apologia C.S. Lewisa, który został przywołany w tekście o. Morgalli i przywołany błędnie. Chodzi o bardzo subtelny niuans, ale też istotny. Jezuita pisze: „W szóstym rozdziale swojej książki Cztery miłości [CSLewis] mówi, że trudno nam uwierzyć w to, że Bóg kocha nas bezinteresownie i niezasłużenie. Łatwiej nam przyjąć miłość Boga, jeśli powiemy sobie, że jest w nas jednak coś godnego miłości”.

Zajrzałam do tego lewisa i znalazłam odpowiedni fragment. [Wtedy jeszcze] Oksfordczyk pisze: „Pozostaje więc w nas, pomimo wszelkich subtelności i wszelkiego pogłębiania, uparte poczucie naszej własnej, WYŁĄCZNIE SOBIE zawdzięczanej atrakcyjności”* (podkr. ew). Tym samym Lewisowi nie chodzi o obiektywne bycie godnym miłości lub nie, ale uznanie tego, że wszelkie dobro, jakie w nas jest, jest nam dane: „jesteśmy zwierciadłami, które blask swój – o ile istotnie lśnimy – czerpią ze święcącego na nami Słońca”.

Kontekstem tych cytatów są rozważania na temat pochodzenia obecnego w nas dobra i zdolności do miłości. Lewis ewidentnie postrzega określone wartości, jak choćby zdolność do miłości, jako stale obecne w naszej naturze, nawet jeśli upadamy. Istotne dla niego jest jednak dostrzeżenie Źródła ich pochodzenia, a nie kwestia, na ile jesteśmy godni miłości. Bóg nas kocha i to ostatecznie dla tego autora rozstrzyga, czy jesteśmy godni miłości, czy nie. Ważny problem leży gdzie indziej – na ile na tę miłość odpowiadamy.

Wszystkich uznających, że przesadzam, proszę o korektę. A czytelników wszelakich serdecznie pozdrawiam!

* C.S. Lewis, Cztery miłości, przeł. M. Wańkowiczowa, Warszawa 1993, s. 166-167.

4 myśli nt. „Czytając W drodze

  1. Wrzaskam, głośno. Bo po co stwarzał takie łajno, scierwo chodzace. Żeby je potem ozłacać? Nie mam pojecia po co nas stworzyl skoro mogliśmy spokojnie nie istniec. Z żalem przyjmuję, że sie nie rozmyslił. Ale twierdzenie morgallowe, że czlowiek to takie brzydkie coś co w zasadzie nic i jeszcze mniej, razi. Aż by sie chciało powiedzieć Stwórcy, taki chłam? Po grząstkęś to lepił. Ale jeśli dobrze pamietam to ktoś taką opinię miał. I spadł.

  2. Podejście drugie. Wrzask cichnie.
    (Bo mi się obrazy przetasowały, co moje co u niego widzę.
    Że perspektywę nieistnienia tulę tęsknie? Tulę. Bywa. Szukanie sensu, szczęścia, radości bodaj i powodów do życia jest moim polowaniem nieustannym i mało skutecznym.Stąd żal. Bo mógł nam tego bólu oszczędzić. Wolno psalmistom? wolno, znaczy zabronione nie jest)
    A po przeczytaniu już nie omówienia ale i artykułu, podpisuję się pod krytyką.
    Chociaż na pierwszy rzut oka jest ciepły dość, nawet jakby się o. momentami nad tym nieszczęsnym człowiekiem serdecznie pochylił. Ale z triumfem wypala, „Taka jest prawda o naszej naturze. Jest upadła!” toś nam chciał udowodnić? warto?

    „(…)warto zrobić krótką dygresję dotyczącą tej smutnej prawdy, że jeśli już dopuszczamy się zła, jednak zawsze przyświeca nam jakaś dobra intencja i nawet jeśli wprost wiemy o tym, że nasze postępowanie jest złe, to zawsze traktujemy to jako zły środek do dobrego celu”
    To jest s m u t n a prawda? To ja raczej usiądę przy św. Tomaszu. Duży jest. i mądry. Że wybraliśmy brudną drogę ale tak naprawdę chcieliśmy dobra. To jest nadzieja, a nie smutna prawda.

    „Doświadczenie upadku jest zawsze związane z bolesnym odkryciem tego, że nie ma w nas nic godnego miłości”. Na moje oko chodzi o to, że niegodni wszyscy. Różnica w tym, że ci co glebę strzelą jaśniej to jakoś postrzegają. Bardziej z bliska.
    I tu jest pierwotne źródło wrzasku.

    Bo znacznie bliżej mi do o.Wojtkowego stwierdzenia że możemy w sobie nie dostrzegać piękna ani dobra, ale powinniśmy wierzyć, że ono w nas jest.Taka leśna nadzieja.
    Znaleźć w sobie dobro jest wystarczająco trudno. Mieć poczucie nieustanne bycia niekochanym i nie umiejącym kochać, wystarczająco dotkliwe.
    Ulepił bo chciał. Z miłości ulepił. I czy to oznacza powód czy tworzywo, tośmy są kruche kulki bardzo miłością dotknięte. Nic w sobie nie mamy cenniejszego.

  3. Jeśli ktoś zepsuje maszynę i od tej pory każda schodząca z taśmy filiżanka będzie miała skazę i będzie troszkę krzywa.
    To nadal będzie filiżanką. Zdobioną, malowaną, toporną albo nie.
    I przy okazji będzie trochę nieidealna, trochę w skos.
    Ale to nadal naczynie. I nie po to jest żeby jej wypominać w czym niedomaga.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s