Dlaczego kobiety powinny być teologami

Recenzuję właśnie dla jednego z wydawnictw anglojęzyczną książkę pewnego świeckiego pana, męża i ojca. Książka bardzo przyzwoita, lubię takie połączenie rzetelnej egzegezy z przesłaniem moralnym podlane apologetycznym zacięciem. Zatrzymało mnie jednak jedno zdanie. Zestawiając Maryję z walecznymi bohaterkami ST, autor napisał:

Unlike these warrior women of old, Mary is not engaging in a physical battle. She is participating in God’s saving plan for Israel through bearing Jesus in her womb.

Inaczej niż wojowniczki z przeszłości Maria nie bierze udziału w bezpośredniej (dosł. fizycznej) bitwie. Uczestniczy w zbawczym planie Boga wobec Izraela, nosząc Jezusa w swoim łonie.

Ruszyła mnie ta „a physical battle”. Tu oczywiście wchodzi w grę też różnica między znaczeniem słowa physical i „fizyczny” w poszczególnych językach, ale… Moim zdaniem w tym ujęciu tematu wyszła kwestia tego, że mężczyźni nie mają bezpośredniego dostępu do doświadczenia ciąży, co sprawia, że pewne kwestie w teologii, powiązane właśnie w tym doświadczeniem, nie do końca rozumieją.

Ciąża jest realną bitwą: ze zmieniającym się ciałem, opuchlizną, wahaniami nastrojów itp. itd. Kiedyś jeszcze wiązała się (a obecnie wciąż to dotyczy regionów typu Afryka Subsaharyjska) z potężnym ryzykiem śmierci przy porodzie lub w czasie połogu. Obecnie zagrożenie to jest nadal realne, choć już nie tak duże. W Robin Hoodzie. Księciu złodziei jest genialna scena, w której żona Małego Johna chce wziąć udział w bitwie a jej mąż mówi, że to wymaga męstwa. Na co zażywna pani Johnowa odpowiada: „Urodziłam ośmioro dzieci i ty mnie będziesz pouczał o męstwie?”. Bitwa, jaką jest ciąża, jest fizyczna, i to bardzo.

Drażni mnie także mówienie, że dopiero w dzień Narodzenia Bóg przychodzi na świat jako człowiek. To też męskie spojrzenie – dla ciężarnej kobiety jest kimś żywym i obecnym już dużo wcześniej. Jezus staje się człowiekiem w dniu Zwiastowania, Elżbieta przecież mówi do Maryi: „Skąd mi to, że MATKA mego Pana przychodzi do mnie” – nie „przyszła matka”, ale „matka”. Boże Narodzenie to moment objawienia się światu, a nie początek obecności w świecie.

Owszem, współcześnie część kobiet dała sobie wmówić, szczególnie jak nie chcą dziecka, które noszą, że to nie dziecko – to zlepek komórek, płód etc. Jednak na fizycznym poziomie wiedzą, bo ich ciało wie, że nie jest samo, że kogoś innego w sobie nosi – wystarczy poczytać o fizjologii ciąży, dialogu, jaki toczy się między ciałem matki a ciałem dziecka. Dla mężczyzny jednak to terra incognita, doskonała większość panów uznaje, że dziecko istnieje, dopiero jak je zobaczy.

Z tych między innymi powodów, moim zdaniem, w teologii potrzebne jest uzupełnienie pisane z perspektywy macierzyństwa, ogólnie doświadczenia kobiecości. Szczególnie tam, gdzie w grę wchodzą metafory czy sytuacje odwołujące się właśnie do tego obrazu. Myślę, że mogłoby to wnieść nowe aspekty zwłaszcza do eklezjologii, sakramentologii oraz, rzecz oczywista, mariologii.

A mężczyźni, z całym szacunkiem dla ich doświadczenia, nie są w stanie tego uzupełnić.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s