Skleroza, Kopieniec i kwiatuszki

Rosjanie mają bardzo mądrą zasadę – przed podróżą trzeba usiąść. Na chwilę, momencik. Nie posłuchałam tej mądrości zza wschodniej granicy i moje wychodzenie na szlak zostało ubogacone, choć chętnie obyłabym się bez tego.

Obudził mnie dziś szmer deszczu, ale potem chmury poszły precz i zrobiła się pogoda w sam raz na wędrówkę. Sprawdziłam, kiedy mam busa, zapakowałam plecak, zamknęłam drzwi, wybiegłam na schody i wtedy przypomniało mi się, że nie wzięłam komórki. Wróciłam, otworzyłam, wzięłam, zamknęłam i zbiegając ze schodów, uświadomiłam sobie, że nie zapakowałam biustu w zbroję, czyli turystyczny stanik (rzecz jakże błogosławiona). Wróciłam, wrzuciłam wspomniane utensylium do plecaka, przy okazji zobaczyłam, że zapomniałam opaski na głowę, więc też wrzuciłam, wypadłam z pokoju, zamknęłam go i nerwowo zerkając na zegarek, wypadłam z pensjonatu.

By przy schodzeniu do ulicy przypomniałam sobie, że zapomniałam kijków trekkingowych. Po sekundzie refleksji, szybkim przeliczeniu czasu, drogi i rodzaju szlaku machnęłam ręką. Trudno, nie wracam.

A wybrałam się z Brzezin Doliną Suchej Wody na Kopieniec. Szlak łatwy, jak to te w pasie regli i jak one urokliwy. Po porannym deszczu mchy i trawy były nasiąknięte wodą i mieniły się jej kroplami. Było cudownie.

Przy rozejściu się szlaków na Cyrhlę i na Kopieniec znalazłam takiego przystojniaka:

Pan borowik jak najbardziej szlachetny. Zostawiłam go, gdzie znalazłam, w końcu to teren parku, więc nie lzia.

Zanim doszło do tego jakże miłego spotkania przechodziłam przed odrastający las jodłowy, dobrze podmokły do tego. Widok niesamowity – suche, kilkudziesięciometrowe kikuty uschniętych drzew, zwalone w wodzie pnie tych, które pokonał wiatr, a pomiędzy tym gęsta malachitowa piana odrastających drzewek. Niektóre już wyższe ode mnie, gęste, o gałęziach zakończonych jasnozielonymi palcami świeżych pędów.

Pomyślałam, że to świetny obraz dynamiki odradzania się Kościoła. Ten las jeszcze kila lat temu był prawie pustynią, teraz znów odzyskuje swoje piękno, posłuszny sile życia, która w nim jest.

Samo podejście na polanę dało mi w stawy, ale warto było. Nie wchodziłam na szczyt Wielkiego Kopieńca, postanowiłam przejść się dołem. Dzięki temu, na przykład, wypatrzyłam relikt nieboszczki komuny:

20180612_132935

Jest tam wciąż prowadzony wypas, teraz nazywa się „kulturowy”, a jego śladem była zagroda dla owiec. Pusta, pewnie baca przepędził stado na inną halę.

Kiedy szłam pod Kopieńcem, nadciągnęły mroczne chmurzyska i zaczęło kropić. Nie grzmiało, więc schowałam się pod uprzejmą jodłą, która uratowała mnie przed kompletnym przemoczeniem. Deszcz był gwałtowny, ale krótki. Ostatnie jego krople spadały już w pełnym słońcu, jakby chmura wytrząsała resztki wody z łap i ogona.

I tu pożałowałam, że nie wzięłam kijków, bo jednak dobrze mieć asekurację przy schodzeniu po mokrych kamieniach. Po jakimś czasie przeniosłam się na igliwie obok szlaku i tu już szło się całkiem przyzwoicie. A jak pachniało!

W pewnej chwili usłyszałam obok siebie tupot i z lekka się przeraziłam, ale rzut oka upewnił mnie, że nie miś. Misie nie naszają ubrań, a już na pewno nie ubrań w kolorach oczouderzających. Skyrunner mnie minął i było po strachu.

Dolina Olczyska jest piękna, szczególnie tereny blisko wywierzyska. Potok jest niesamowity, do tego samo piękne zielone. Znalazłam nawet poziomki. Przyznam, wobec kilku z nich nie byłam tam miłosierna jak wobec borowika. Dobre były, słodziutkie…

 

Niżej zachwyciły mnie wiechy kwiatostanów roślinki, która okazała się trująca. Nie próbowałam, tak napisali w internecie. Tam też napisali, że nazywa się bardzo uroczo: parzydełko. Do tego drobniutkie kwiatki, które wyglądały jak puchaty bukiet ślubny wyrastający prosto znad potoczku, ale nie udało mi się znaleźć ich nazwy w necie.

Wyszłam w Jaszczurówce, na szczęście nie musiałam czekać długo na busa. Potrzebowałam tego spaceru, nawet jeśli mnie nieco polało. Niska cena za to piękno, które dane mi było zobaczyć.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s