„Silos” , czyli o pisaniu antyutopii

silos

 

Do zakupu książki przekonały mnie zachwyty recenzentów. Zresztą lubię antyutopie, pesymistyczna część mnie odnajduje w nich siebie i swoje mroczne wizje, a ta ciekawa ludzi i relacji między nimi może się pożywić. Z tego powodu wybrałam „cegiełkę” (ponad 400 stron) Hugh Howey’a na lekturę-odskok w czasie ciężkiej pracy nad ostatnią redakcją.

Narracja wciąga, chociaż wyobraźnia skażona „Seksmisją” podpowiada swoje i to w tonie raczej komicznym niż rozkmin o życiu i śmierci oraz społeczeństwie. Tym samym utopia nabierała dla mnie osobiście niezamierzenie komediowych akcentów i muszę powiedzieć, że jednak Machulskiemu ten świat wyszedł lepiej a na pewno lepiej wyszły mu postaci.

O ile konstrukcyjnie jest ciekawie i książka wciąga, tak że trudno się oderwać, to daleko całości do „Diuny” czy „Endera”, a z takimi pozycjami niektórzy recenzenci zestawiają „Silos”, określając go jako kolejne klasyczne dzieło science fiction. Główny problem polega, moim zdaniem, na kiepskiej psychologii postaci: szczególnie te główne były dla mnie naszkicowane zbyt grubą kreską. Może zresztą nie tyle one same, bo relacje między nimi. Wszystkie są takie schematyczne, musiałam wierzyć na słowo, że ktoś kogoś kocha albo że ktoś nagle zostaje dopuszczony do największych tajemnic systemu. Tak od ręki i bez sensu.

Naiwny jest wątek Lukasa, a szczytem tej naiwności jest pewna, hm, rozmowa o pracę. Tam, gdzie idzie o tak wielką władzę i gdzie mamy do czynienia z systemem totalitarnym, to tak nie wygląda. Nie może tak wyglądać – stawka jest zbyt wysoka, elita zbyt zamknięta. W takich momentach dochodzę do wniosku, że niekwestionowanymi mistrzami dystopii pozostaną jeszcze na długo mieszkańcy byłego bloku wschodniego: Polacy, Rosjanie, Ukraińcy, bo oni lub ich rodzice żyli w systemie niebezpiecznie zbliżonym do „Folwarku zwierzęcego”. Do opisywania takiego świata trzeba umieć myśleć w sposób, który dla większości Amerykanów jest zupełnie obcy, wręcz niemożliwy. I Howey może tu służyć za przykład.

Wiele momentów zwrotnych powieści da się wcześniej przewidzieć, łącznie z tym, jak w przybliżeniu będą one wyglądały. Na szczęście nie dotyczy to tych głównych. W świecie przedstawionym jest nieco luk, ale wiem, że cudzą pracę dobrze się krytykuje – samemu trudniej stworzyć taką strukturę. Jest też kilka sytuacji bardzo mało prawdopodobnych, ale wymuszonych tokiem opowieści (spoiler: dusząca się kobieta, która otwiera potężną śluzę jedynie za pomocą kawałka rury tak przerdzewiałej, że wcześniej udało się tej kobiecie wyłamać ją ze ściany?). Całość też kończy się nieco bajkowo – i tu ponownie kłania się brak znajomości psychologii jednostek, ale też społecznej. Każda wojna zostawia długotrwałe ślady i nie kończy się wraz z zakończeniem walk. Nie da się tego rozwiązać, szczególnie w tak specyficznej społeczności, za pomocą wyborów.

Do tego centralny problem mało mnie przekonał, zresztą on ostatnio często wraca: grupka trzymająca władzę, która okłamuje społeczeństwo. Do tego okazuje się, że to grupka idiotów, ale to moje prywatne zdanie. Jak chcieli rządzić, to powinni pójść na cieniowanie* do Stalina i jemu pokrewnych. Geszefciarze…

Motyw podziemnego silosu mamy (oprócz „Seksmisji” 🙂 ), w „Kosogłosie”, a pewnie jakby poszukać, to jeszcze w kilku powieściach si-fi się znajdzie. Autor nie wnosi nic nowego do tego schematu, może dlatego, że nie potrafi się wczuć w społeczność ludzi, którzy urodzili się i wychowali w podziemiach, stłoczeni w małej przestrzeni.

Umie utrzymać napięcie, dobrze sobie radzi z prowadzeniem i przeplataniem kilku wątków naraz i, jak już wspomniałam, kilka zwrotów akcji jest wprowadzonych bardzo umiejętnie – rzeczywiście zaskakują. Jednak, moim zdaniem, ta książka nie jest i nie będzie klasykiem si-fi, nawet jeśli dostanie Nebula albo Hugo. Jest daleko w głębinach za mistrzami gatunku.

Niemniej przeczytać warto, dobrze się przy niej odpoczywa. Może kiedyś sięgnę po kontynuacje (przeczytałam tylko pierwszy tom), ale nie czuję specjalnego wewnętrznego nacisku. I myślę, że to też o czymś świadczy.

*cieniowanie – bycie czeladnikiem; pojęcie ze świata „Silosu”

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s