Rzym – dzień 4

Inaczej dzień OP. Zaczęliśmy, z lęku przed rzymskimi korkami, o 8.00, kiedy po śniadaniu wsiedliśmy w mana i pomknęliśmy w stronę Miasta, recytując jutrznię. Spoza ciężkich chmur słońce rozbłysło akurat w chwili, kiedy wyśpiewaliśmy, że „ono jak oblubieniec wychodzi ze swej komnaty”. Miły gest z Jego strony, a raczej coś jakby porozumiewawcze mrugnięcie okiem. Korki […]