Sprzedawcy złudzeń

Sprzedawca marzeń w filmie Giuseppe Tornatore („Sprzedawca marzeń”) to postać niejednoznaczna. Podróżuje po Włoszech, przez które właśnie skończyła się przetaczać II wojna światowa, i żyje z oszustwa. Polega ono na wmawianiu ludziom, że szuka aktorów do filmu i kręci, wciąż na tych samych taśmach, kolejne osoby, które mu słono za to płacą. To, co nabywają, to nie jest jednak realną szansą a jedynie marzeniem, że kiedyś, ktoś przyjedzie na ich zapadłą prowincję i powie, że otwiera się przed nimi kariera aktorska. Z drugiej strony sprzedawca sam bywa oszukiwany a kiedy wreszcie spotyka miłość, która wydaje się być szansą na początek dobrego życia, zostaje schwytany i osadzony w więzieniu. Towar, którym handluje, okazuje sie być chodliwy – marzenia dają siłę do zmiany lub dają siłę płynącą z nadziei na zmianę.

Ile razy przechodzę przez galerie handlowe, biorę do ręki kolorowy magazyn albo włączam telewizor, mam wrażenie, że zawód: sprzedawca marzeń został oficjalnie wpisany na liste zawodów w Polsce, tylko nosi inne nazwy – specjalista od marketingu, specjalista od PR, specjalista od reklamy. Sprzedaje się nam złudzenia, gigantyczną liczbę złudzeń. I my to kupujemy, często specjalnie płacąc więcej za towar, tylko po to, żeby kupić dołączone do niego marzenie: będziesz piekniejsza, bez zmarszczek, bez celulitisu. Wszyscy będą ci zazdrościć takiego auta, aparatu fotograficznego, sprzętu sportowego. Czy też marzenia dla tych z najmniejszymi aspiracjami – tu kupisz najtaniej a dzięki temu więcej.

O ile ten typ handlu łatwo jest zauważyć w sferze przedmiotów, to sytuacja staje się o wiele bardziej mglista, kiedy w grę wchodzą relacje między ludźmi. Tu też można handlować marzeniami: obiecując, sugerując, rozpoznając klienta i dając mu na początek małą porcyjkę tego, co jest zgodne z jego/jej oczekiwaniami i wycofując się na z góry upatrzone pozycje. I tak mozna bujać się do śmierci, jest to zresztą jedna ze sztuczek NLP: jak „ofiara” urywa się ze sznurka to dac cos miłego, a potem można traktować z buta. Po pewnym czasie druga osoba nawet nie zauważy, że okresy dystansu są o wiele dłuższe od chwil otrzymywania dobra. Jesli jest podatna na wpływ, niepewna swojej wartości i na dodatek lojalna, będzie w tym tkwiła. Nie daj Boże, jak jeszcze ma tendencje do autoagresji. Kupi marzenie i nim się zatruje. Zapłaci za ciastko, którego nigdy go nie zje.

O ile w świecie przedmiotów przed zostaniem ofiarą ratuje nas zachowanie świadomości, że to tylko gra, z której mogę zrezygnowac w każdej chwili, to w świecie relacji taka postawa byłaby cyniczna. Tu rozwiąznie jest inne: każda relacja dochodzi do ściany – próby, która potwierdzi wartośc tej relacji albo odsłoni jej pustkę. Trzeba relację poddać próbie. Nie cynicznie, ale wejść w konfrontację w chwili kryzysu. To kosztuje, ale prawda jest warta tej ceny.

2 myśli nt. „Sprzedawcy złudzeń

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s