Uroczystość CIAŁA i KRWI Pańskiej

Popularnie zwana Bożym Ciałem, tymczasem w pierwszym czytaniu jest o krwi, w drugim też jest o krwi, w psalmie jest o kielichu (Przymierza) a na dodatek wszystkiego Jezus, jak na złość i zupełnie bez wyczucia też przemienia chleb w Ciało a wino w Krew.

Co za upór.

Oczywiście z naszej strony, bo chyba jest jakiś problem z usłyszeniem treści, które Bóg za pośrednictwem Kościoła nam dziś przekazuje: „Jeśli bowiem krew kozłów i cielców oraz popiół z krowy, którymi skrapia się zanieczyszczonych, sprawiają oczyszczenie ciała, to o ile bardziej krew Chrystusa, który przez Ducha wiecznego złożył Bogu samego siebie jako nieskalaną ofiarę, oczyści wasze sumienia z martwych uczynków, abyście służyć mogli Bogu żywemu.” (Hbr 9,13-24). Krew, której smaku odmawia się dzieciom pierwszokomunijnym, Krew, której często „zapomina” się podać nowożeńcom, Krew, którą wielu celebransów wydaje się traktować jako „deser” po Ciele Pańskim. Bo jak wytłumaczyć fakt, że Ciało Pańskie jest trzymane do adoracji po Przeistoczeniu trzy razy dłużej, niż Kielich? Jakieś stopniowanie w świętości miedzy Zmartwychwstałym a Zmartwychwstałym? Wielu kapłanów (chociaż oni mają obowiązek przyjmowania komunii pod dwiema postaciami) mówi i sprawuje Eucharystię tak, jakby Krew Pańska była na doczepkę. Czemu? Bo przecież Eucharystia to wyłącznie Ciało Pańskie. Tak, jestem ironiczna.

Żadne teologiczne tłumaczenia i wykwity sofistyki nie są w stanie zastąpić znaku. Podwójnego znaku, ustanowionego tak nie przez przypadek – Bóg naprawdę wie, co robi. Jak mam POCZUĆ, że Jego Krew mnie obmywa i wzmacnia, skoro Jej nie otrzymuję?

Ech, ulało mi się. Zwłaszcza, że dziś jak zwykle nielegalnie poszłam do komunii razem z braćmi i przyjęłam Ją pod dwiema postaciami. Chciałabym, żeby wszyscy tak mogli…

19 myśli nt. „Uroczystość CIAŁA i KRWI Pańskiej

  1. Nielegalnie? To znaczy, że z Braćmi nie można iść do Komunii pod dwiema postaciami??? Część „dezerterów” spragnionych Ciała i Krwi chodzi sobie u OP do Komunii w kolejce wśród stall…

  2. W nawiązaniu do zacytowanego fragmentu z NT i naszej ostatniej rozmowy, wytłumacz mi, Elu, dlaczegóż to Krew, która to ma oczyszczać nasze sumienia z martwych uczynków, wraz z Ciałem, udzielana jest w KK jedynie (hiper)czystym (zwłaszcza w dziedzinie 5 i 6 przykazania, bo inne traktowane są z mniejszą w KK uwagą)?

    (Przypomnę, że ta szczególność uwagi dotyczy np. tego, że środki antykoncepcyjne traktowane są w KK jako koszmarne zło – taka pigułka to rozwala organizm kobiety jak mało co [pewnie tak zresztą bywa – nie znam się, ale nie o to mi teraz chodzi] – ale jak ktoś jedzie w niedzielę do pracy służbowym samochodem męża z prędkością 14o km/ h po mieście, paląc papierosa za papierosem, obmawiając kogoś przez telefon komórkowy i słuchając jeszcze pirackich plików mp3 – i jest to pewien nawyk – to właściwie można tylko powiedzieć ‚no i co z tego?’…)

    Znam różne tłumaczenia, ale ciekaw jestem Twojej prostej odpowiedzi, żeby nie była równie pokomplikowana jak wyjaśnienia w sprawie Ciała.

    Swoją drogą, ciągle stoję na stanowisku, że ważniejsze jest, by wierni spożywali Ciało i Krew z tej właśnie Ofiary, którą składają, a nie z tabernakulum.

    Pozdrawiam znad jaśminu 🙂

    • Z hiper to przesadziłeś, wg mnie, ale przejdźmy do ad remu 😉 Zacytuję klasyka: „Ilekroć bowiem spożywacie ten Chleb i pijecie ten Kielich, śmierć Pana głosicie, aż przyjdzie. Dlatego też kto spożywa chleb lub pije kielich Pański niegodnie WINNY STAJE SIĘ CIAŁA I KRWI PAŃSKIEJ” (1 Kor 11,26-27). Zestaw sobie teraz to stwierdzenie z nauczaniem Jezusa o nierozerwalności małżeństwa i jesli masz odwagę idź i mów ludziom w związkach niesakramentalnych, że mogą przystępować do komunii. Oczywiście zachowując świadomość, że prawdopodobnie przyczynisz się do ich potępienia.
      Co antykoncepcji: powołaniem małżeństwa jest rodzenie dzieci. Wystarczy zajrzeć do Księgi Rodzaju. Małżonkowie zamykający się na życie są jak księża, którzy odmawiają odprawiania mszy i spowiadania. Otrzymali pewien dar, którego nie realizują. Nie wnikam tu w sytuacje szczegółowe, historie danych par – od rozeznawania takich sytuacji są spowiednicy, ale w większości wypadków obowiązuje norma ogólna.
      W Twojej argumentacji popełniasz błąd: to, że A jest złe nie sprawi, że B stanie sie lepsze. Opisana przez Ciebie sytuacja jest grzechem – zresztą wystarczy wziąć do ręki jakikolwiek rachunek sumienia i tam te grzechy znajdziesz. To, że w duszpasterstwie kładzie się zbyt duży nacisk na grzechy związane z VI przykazaniem – cóż, na to nie mam wpływu, w każdym razie Bóg będzie mnie sądził z mojej miłości do Niego a nie z tego, co mówił ksiądz na kazaniu. Pomijam fakt, że większości wiernych Bóg nie interesuje, za to interesuje ich zdanie sąsiadki na ich temat a co ludzie powiedzą, jak nie będę chodzić do komunii?

      Co do stanowiska, to jestem na tym samym 😀

  3. Hm, do tematu będę chyba musiał wrócić w innej formie, bo nie ma tu miejsca na wszystko. Albo zjechać na sobór do Krakowa 🙂 Wcale mi nie chodzi – podkreślam to jeszcze raz – o głoszenie jakiejś własnej, sprzecznej z nauczaniem KK, moralności. Tym razem nie chodziło mi nawet o ustawianie granic między tym, co w języku świeckim określa się pojęciami wykroczenia i przestępstwa, a w języku duszpasterskim grzechem powszednim i śmiertelnym. Patrząc na KK z perspektywy zewnętrznej – np. kulturologicznej lub teorii mediów – jaskrawo widać, że uwikłany jest w swoim nauczaniu w coś innego, niż Dekalog. Ludzkie błądzenie zaś wynika, moim zdaniem, ze złego duszpasterstwa, co wobec Kościoła nauczającego jest zarzutem nadzwyczaj poważnym – odsyłam do fragmentów o uczonych w Piśmie, narzucających ciężary, o których sami nie mają pojęcia. Nawiązując do Twego języka: ludzie popełniają błędy w obszarze 10, 9, 8, 7, 6, czy 5 ponieważ nikt ich dość mocno nie naucza i nie kładzie nacisku na to, że najistotniejsze są 1, 2, 3 i 4… (Nie mnie o tym sądzić, ale mam wrażenie, że w Kościele dość powszechnie narusza się 1, 2 i 3 przykazanie w sposób zupełnie otwarty, choćby kreując kolejne wyobrażenia religijne, mnożąc słowa i ceremonie, itp.)W pewnym sensie, jest to powszechne odwracanie naturalnej sekwencji Dekalogu, w której żeby rozumieć 6, to trzeba rozumieć najpierw 5, żeby rozumieć 5, to trzeba rozumieć 4, itd. Ludzie nie są SAMI SOBIE winni…
    Ale nie o to mi teraz chodziło.

    Chodzi o rzecz poważniejszą. Skąd płynie zbawienie, oczyszczenie z grzechów? Czy Krew wylana na krzyżu na odpuszczenie grzechów należy się grzesznikom, czy świętym? Kto potrzebuje Lekarza i Lekarstw?… Eucharystia jawi się czasem jako prezent – taki „cukierek dla grzecznych dzieci”, a jest chyba Czym Innym. Pewnie, że nie ma sensu jej przyjmować w zatwardziałym przekonaniu o swojej racji co do jakiegoś zła, ale czy Kościół wierzy w Moc Ciała i Krwi, odmawiając jej niedoskonałym, szukającym, niepewnym, skruszonym, itd.?

    Cytat z Koryntian jest o tyle chybiony, że dotyczy sytuacji jawnej i świadomej niegodziwości – wystarczy przeczytać cały kontekst, począwszy od 1 Kor, 17 (a nawet wcześniej) aż po 34.

    Dziękuję za odpowiedź – wiesz, że lubię się z Tobą pospierać i na pewno nie chodzi mi w tym o „moje”. Czekam wszak na bardziej przekonujące argumenty i nieustająco pozdrawiam 🙂

    • Też myślę, że to ta kwestia 🙂 Ciało i Krew są dla grzeszników w sensie ludzi słabych, upadających, ale za każdym razem usiłujących wstawać i iść dalej. Zarzucasz mi wyrwanie zdania św. Pawła a kontekstu – ono stosuje się nie tylko do opisanej przez niego sytuacji; Paweł pisze jasno: kto NIEGODNIE. A niegodziwość ma swoje źródło w sercu czy bardziej po greckiemu: w nous a więc sposobie myślenia, rozumienia. Jeśli w kimś nie dokona się metanoia a więc zmiana umysłu, zwrócenie go ku drodze Boga, będzie on przynależał do tych, którzy Jezusa zabili. A metanoia pociąga za sobą zmianę działania: ktoś, kto wierzy w realną obecność Boga w eucharystii nie będzie wrzucał hostii do sedesu czy wylewał tam Krwi. Kto nie wierzy, zrobi to bez większych wyrzutów sumienia.

      Krew przelana na Krzyżu jest napojem ludzi słabych, ale jeśli ktoś mówi, że wierzy, ale jego działanie przeczy jego słowom, to czemu uwierzysz? Jego działaniu czy słowom? Jeśli rodzice mówią dziecku: nie kradnij a sami kradną, to co będzie robiło dziecko? Jeśli rodzice mówią: jedyny sensowny związek to taki do końca życia a sami są po rozwodzie, jak swoje życie będzie układało dziecko? Szczególnie, kiedy ten rozwód rozegrał się na oczach tego dziecka? Jeśli matka mówi: chciałam, żebyś się urodził/a a potem dziecko widzi, że mama płacze po kątach bo jest w kolejnej ciąży, to jaki obraz wpisuje się w umysł dziecka? Zastanawiałeś się nad tym?

      Współczesny świat zapomniał o wymiarze społecznym naszych czynów. Kiedy do czegoś się zobowiązuję: do małżeństwa, kapłaństwa, to ma skutki społeczne, nie tylko moje prywatne. Kiedy to zawale, to cierpieć będą tez inni, nawet jeśli ja sam/a będę „szczęśliwy”. Wielu płacze nad potępionymi w piekle i zarzuca Bogu jak może być szczęśliwy widząc cierpiące stworzenia a sami krzywdzą swoim brakiem konsekwencji w działaniu innych i tego nie zauważają.

      A co do rozumienia przykazań masz rację. Też uważam, że problemy w VI przykazaniem biorą się z niezrozumienia pięciu poprzednich. I ludzie w pewnym sensie są sobie winni: przy tej masie rekolekcji, książek i gazet religijnych nie można się usprawiedliwiać, że się nie maiło gdzie dokształcić czy doczytać. Ale i tak podstawowy problem tkwi w tym, że ludzie się nie modlą a bez modlitwy nie da się żyć wiarą. Po prostu.

  4. Czytam z radością, że znajdujesz czas i cierpliwość i mi odpisujesz 🙂

    Myślę, że nie ma „aż tak wielkiego” sporu między nami – co do istoty (w Twoim ostatnim wpisie nie znalazłem niczego, z czym bym się nie zgadzał) – choć też nie ma pełnego porozumienia, czy zrozumienia… No, ale takie są warunki komunikacji na blogu, który sprzyja wszak jednak jakiemuś poznaniu 🙂

    Krótko – czasem jest tak, że jednak uwierzę słowom, nie działaniu, bo wiara – podobnie jak miłość – rodzi się w „sercu” a dopiero w doskonałej formie dotyczy działań. Rzecz w tym, by nie było rozdziału między tymi sferami, ale działania nie zawsze nadążają za wiarą… Zresztą, nieprzypadkowo wiarę się WYZNAJE – podobnie jak grzechy (których nie wystarczy zaprzestać i.. do których się jednak powraca…).

    Innym punktem, wokół którego krążymy, jest oczywiście egzegeza Prawa i Ewangelii, a zwłaszcza sposobu, w jaki czynił to Jezus (w jaki odnosił się na przykład do grzeszników, łącznie z oprawcami!). To jednak temat rzeka, morze, ocean…

  5. Miało być o komunii pod dwiema postaciami, a nie o szóstym przykazaniu.
    A moja prosta odpowiedź na postawione pytanie jest bardzo prosta: bo księża chcą się odróżniać na lepsze od świeckich, mieć przywileje w Kościele. A to jest przywilej widoczny codziennie dla każdego. Jeszcze Tomasz z Akwinu pisał, że komunia pod jedną postacią jest RÓWNIEŻ ważna, bo druga postać jest obecna na zasadzie konkomitacji i jakichś innych słów łacińskich. Ale zrobiono z tego, że jeśli świecki chce komunii pod dwiema postaciami, to jest heretykiem. Były dekrety Gracjana, że w Kościele są dwa rodzaje ludzi: księża, którzy mogą wszystko (to jest szczegółowo wymienione, co mogą), i świeckich, którzy mają prawo słuchać i być posłuszni. A św. Paweł łudził się, że Chrystus z dwóch rodzajów ludzi stworzył jednego człowieka… I epoka dekretów Gracjana w Kościele rzym-kat w Polsce się jeszcze nie skończyła. Oczywiście i tak jest postęp – przez kilkaset lat utrudniano świeckim, jak tylko się da, dostęp do Ciała Pańskiego i Pisma Świętego. Ale wierni świeccy są od kilkuset lat tak wychowywani przez kler, że prędzej masowo odejdą z Kościoła, niż będą się domagać pełniejszego udziału w liturgii (w różnych aspektach). I jak zostaną niedobitki najaktywniejszych świeckich i niedobitki kleru, to może wtedy da się coś zmienić i po 1500-letnim opóźnieniu dojdziemy do praktyki Kościołów Wschodnich – także grekokatolickiego – w tym względzie.
    Na razie wciąż nie pozbyliśmy się przeżytków epoki feudalnej, a jeszcze wcześniej konstantyńskiej, bo to cesarz Konstantyn zrobił z kleru kastę uprzywilejowanych urzędników mających trzymać lud za twarz. I nie licząc wyjątków, Kościół rzym-kat w Polsce wygląda powszechnie tak, że urzędnicy zapewniają petentom obsługę na minimalnym poziomie i jak najtańszym kosztem (przecież wino i dłuższy czas rozdzielania komunii kosztują), a petenci chcą wymaganych przez prawo usług jak najszybciej, jak najtaniej i żeby odwalić. Coś tak jak obowiązkowe OC samochodu. U mnie ostatnio cała parafia niezadowolona, bo przyszedł nowy proboszcz, miłośnik starannej liturgii, i msze się wydłużyły z 30-40 minut do godziny, więc ludzie tracą czas, bo odwalić obowiązek niedzielny można krócej.
    A podchodzenie do komunii z braćmi jest zupełnie legalne, tak samo jak chodzenie do kapucynów w Krakowie, do wspólnot neokatechumenalnych i na mszę do grekokatolików. Tam można uczestniczyć w komunii pod obu postaciami. Więc zachęcam do głosowania nogami i portfelami, bo to na tym doczesnym padole łez jedyny skuteczny sposób.

    • @dom
      Nie było o szóstym przykazaniu, tylko o tym, po co komu ta komunia i te dwie postaci; nie chodzi bowiem o to, ile ich jest i jak się je przyjmuje, tylko dlaczego nam to zostało dane i dlaczego to przyjmujemy.
      A z Tobą, oczywiście, się zgadzam 🙂

  6. Ja uczestniczyłem w Eucharystii w szpitalu, bo G.M. jeszcze musiał poleżeć pod lampą. Otrzymałem Komunię pod dwiema postaciami. Byłem w szoku :).

    Mówisz, że nowożeńcom należy się Krew Chrystusa? Podobno należy im się w ogóle ślub w czasie mszy świętej. Dowiedziałem się już po tym, jak powiedziano nam, że „u nas w parafii nie robimy mszy świętej” i po ślubie… Chyba nigdy sobie tego nie wybaczę.

    Jesteś ironiczna. To dość dobry krok, czasami. Tylko trzeba uważać, żeby ktoś Cię o coś nie oskarżył. Że niby walczysz przeciw własnemu Kościołowi czy coś takiego… :/

    • Ostatnie orzeczenia Kościoła mówią o rozszerzeniu możliwości komunikowania pod dwiema postaciami. A to, że jest jak jest wynika niechęci do zmian a czasem zwykłego lenistwa księży, bo „komunia będzie za długo trwała”. Poza tym zmiana wymagałaby wyjaśnień, kazańwprowadzenia na nowo ludzi w tajemnicę Eucharystycznej Obecności i tu tez zaczynają się schody, bo to kosztuje: czas własnego przygotowania albo pieniądze, które trzeba dać konferencjoniście. To są bardzo krótkowzroczne działania – milczenie w tej kwestii. Ale to nie ja stracę źródło dochodu jak ludzie starsi wymrą a kościoły staną sie pustawe. Ja tylko dobrze radzę, nawet jeśli ulewa mi się jad czasami – nikt nie jest w końcu doskonały 🙂

  7. Tylko walkę z własnym Kościołem trzeba by było najpierw udowodnić. A tu by wyszła walka z grzeszkami własnego Kościoła, do której i sam Założyciel zachęca i nawet chyba pierwszy teolog Paulus… 😉

    A zresztą, moją idolkę, Kaśkę ze Sieny, to w takim kontekście musieliby wyrzucić z grona świętych, bo ta bezczelna baba ośmieliła się samemu papieżowi uwagę zwracać… I taka ma być doktorem Kościoła?!

    Ciekawe, co by się stało, jakby tak pójść do księdza przed mszą i powiedzieć: „Facet, nie skąp na wino, bo w razie czego się zrobi zrzutkę i wystarczy” (w drugi cud w Kanie mógłby nie uwierzyć). Spaliliby człowieka na stosie czy już nie? Mam ochotę to sprawdzić 😀

  8. Skoro dyskusja trwa, to poddam się swojej słabości i pozwolę sobie na zwrócenie uwagi na kilka (nie)oczywistości.
    1. Dlaczego Jezus nie ograniczył się do rozdania chleba jako Ciała?
    2. Dlaczego Jan („ten od Kany” w końcu) w ogóle o tym nie wspomniał? (Ale znaleźć można u niego argumenty na rzecz konserwatywnej i Elowej linii w sprawie udzielania sakramentów 🙂 )
    3. Jak to się stało, że Piotr, zaraz niemal po spożyciu Ciała i Krwi, zdradził (trwa też, o ile wiem, spór o to, czy przypadkiem nie spożywał Judasz…)?
    4. Dlaczego – o ile wiem – nie przechowuje się Krwi w tabernakulum, nie adoruje tak, jak Ciała, nie niesie w czasie procesji (miałbym tego nie zauważyć przez całe życie?)…
    Właściwie, można by jeszcze głębiej sięgnąć – do bardzo prostych faktów z Ewangelii – tylko, niestety, zdaje się, że wszystko już (dogmatycznie) ustalone… Ale skoro jest Kwiecień, to pewnie się mylę 🙂

    Wydaje się, że hierarchia z zasady dąży do uproszczeń i porządku, a nawet pewności, kosztem wiary (już kiedyś pisałem o tym tu, że msze są strasznie oczywiste, mówiąc Kwietniem: „robi się” Pana Jezusa; dodam – niemal w sposób przemysłowy)… Tu właśnie (m.in.) Kościół okazuje się dzieckiem nowożytności, świeckim jak świat cały, nie zaś żywą Winoroślą…

    I to, Maurycy, to także nie jest żadna walka z Kościołem – ani w ogóle walka. Z „sakramentalnym” – mówię, bom smutny, i sam pełen winy…

  9. Kompletnie nie przekonuje mnie argument o tym, że udziela się Komunii pod jedną postacią, bo tak jest szybciej. Może na wielkich Mszach jest szybciej (choć to żaden powód), ale tak samo udziela się Komunii na Mszach na których jest kilka osób. Codziennie chodzę na Msze poranne, na których średnio 10-15 osób przystępuje do Komunii i jest to oczywiście Komunia „tylko” w postaci Ciała Pańskiego.
    Krew także czasami jest podawana……… młodym braciom studentom, jeśli jakiś zawita na taką wczesną Mszę.
    Cóż…. są lepsi i gorsi :/

    O tym, że zdarza się na takich małych Mszach udzielać Komunii z tabernakulum, to mi się nawet wspominać nie chce.

  10. No i nie podaruję sobie, niech moje wczorajsze cierpienia na coś się przydadzą…

    Otóż coś mnie podkusiło, żeby wczoraj udać się na mszę wieczorną do naszych dominikanek. I pokarało mnie, bo mszę odprawiał Przewielebny Brat Rektor, tak znudzony, że aż miało się okazję skrócić jego cierpienia i wyjść. Ale nie w tym sedno problemu. Otóż w tym klasztorze mniszki przystępują do Komunii nie razem z ludźmi, tylko przez kratę z tyłu kościoła. Zatem ksiądz po udzieleniu komunii ludowi idzie z pateną I KIELICHEM do tyłu, aby siostry mogły otrzymać Komunię pod Dwiema Postaciami. Czasem zdarza się, że i lud świecki dostąpi tej radości, ale, jak się nie trudno domyślić, tym razem tak się nie stało. Jak się człowiek wtedy czuje? Jakby mu ktoś w pysk strzelił…

    A proszę posłuchać wczorajszych modlitw mszalnych:
    – kolekta: „…aby nasza wola I NASZE CZYNY były poddane TWOIM PRZYKAZANIOM”. (a Pan przykazał: „bierzcie i jedzcie wszyscy, bierzcie i pijcie wszyscy”)

    – nad darami: „Boże, Ty w CHLEBIE I WINIE dajesz człowiekowi pożywienie, które go podtrzymuje i Sakrament, który go odnawia, spraw, aby nigdy nie zabrakło nam pokarmu dla ciała i dla duszy”

    – po komunii: „Boże, nasz Ojcze, Komunia święta, którą przyjęliśmy, OZNACZA ZJEDNOCZENIE WIERNYCH W TOBIE, spraw aby PODTRZYMYWAłA JEDNOść TWOJEGO KOśCIOłA”
    Jak zatem zachować jedność w Kościele, skoro w momencie udzielania Sakramentu oznaczającego zjednoczenie podkreśla się brak jedności?!

    Po prostu ryczeć się chce…

    • Pamiętasz może, Miśka, że podobna sytuacja – dzielenie ludu zgromadzonego na mszy na lepszy i gorszy – miała miejsce u braci 3 lata temu. Wywołałam wtedy potworną awanturę, która zaangażowała nie tylko przeora i liturgistę, ale także pewnych członków Rady Prowincji i Tomasza Kwietnia. Obiecano mi interwencję w tej sprawie u władz klasztoru. Rozmawiałam również o tym z teologami – księżmi diecezjalnymi i oni także mówili, że coś takiego jest w najwyższym stopniu godne ubolewania i nie powinno mieć miejsca. Takie zachowanie jest bowiem w oczywisty sposób sprzeczne z całą ideą i duchem Eucharystii, która ma jednoczyć, a nie dzielić. Oczywiście także jet sprzeczna z modlitwą arcykapłańską Jezusa oraz listem św. Jakuba i listami św. Pawła, gdzie jest mowa, że nie wolno podczas wspólnych zgromadzeń dzielić ludzi na lepszych i gorszych.
      Więc nie można milczeć, trzeba walczyć i się awanturować. Bo znakomita większość księży nie ma elementarnej wrażliwości i wyobraźni, lecz jest bezmyślnymi aparatczykami i urzędnikami od wypełniania na odwal przepisów, z tą jedynie motywacją, żeby nie musieć się angażować i by podpaść przełożonemu. Tak jest zresztą w każdej wielkiej instytucji, a zwłaszcza takich, gdzie zanikła idea, a został aparat.
      Oczywiście na Służewie i w Poznaniu (już niedługo na szczęście) ta sytuacja ma miejsce stale. Ja unikam Służewa jak diabeł święconej wody i wolę chodzić do bardzo dobrej parafii diecezjalnej Wniebowstąpienia Pańskiego na ul. KEN. Polecam, kler diecezjalny na bardzo wysokim poziomie, zatroskany o liturgię (jak na diecezjalnych), tylko dwa przystanki metrem od Służewa. Albo do Błażeja na Freta.
      A nawiasem mówiąc, kto jest obecnie tym znudzonym rektorem dominikanek na Gródku? Ja tam nie chodzę, bo nie lubię kościołów ciemnych jak nora i kapiących od baroku. A tam dodatkowo św. Róża z Limy i Katarzyna Sieneńska – obie świeckie członkinie III zakonu – są przedstawione jako mniszki. Nawiasem mówiąc, ignorancja braci odnośnie do świeckich sięga tak daleko, że na św. Katarzyny Sieneńskiej mówią, że to jest patronka mniszek i módlmy się za mniszki, natomiast nie wspominają w ogóle, że jest to główna patronka laikatu dominikańskiego. W tym roku przeor jak zwykle nie zauważył istnienia laikatu dominikańskiego, a sytuację uratował kochany Staszek Nowak jako diakon, który w modlitwie powszechnej (nikt już pewnie nie pamięta, że wprowadzonej po soborze, by zwiększyć udział świeckich w liturgii, a nie by kler miał jeszcze parę linijek dodatkowo do przeczytania) walnął mały speech na temat laikatu OP i w bardzo ciepłych słowach się za nas modlił.

      • Napisałam do Ciebie piękną odpowiedź, ale błąd na stronie ją zeżarł… To teraz będzie mniej piękna 🙂

        Po pierwsze: miałam na myśli rektora Kolegium, a nie dominikanek (kto to jest, łatwo sprawdzić, ja mu reklamy robić nie będę ;))

        Po drugie: walczyć i awanturować się – zgoda, tylko po co, skoro żadnego z tego pożytku? Sama widzisz, że nic się nie zmieniło… Nadeszły wakacje, więc już wczoraj zaobserwować można było zignorowanie tworzącej się kolejki wiernych, którzy, siedząc w stallach, chcieli przystąpić do Komunii właśnie od strony prezbiterium. Wszyscy kapłani po kolei (a było ich 6) zignorowali stojących i poszli gdzie indziej. Oczywiście nie ma tu mowy o Komunii pod dwiema Postaciami, w końcu „godnych zaszczytu” braci studentów już wywiało na wakacje… Dziwne tylko, że ci bracia, którzy byli obecni, nie zostali zaproszeni do ołtarza, jak to zwykle bywa. Ot, przeoczenie…

        Ech, jad we mnie wezbrał…

  11. I jeszcze jedno, modlitwa po komunii w uroczystość Najświętszego Ciała i Krwi Chrystusa:

    „Panie Jezu, spraw, abyśmy w wieczności radowali się pełnym udziałem w życiu Bożym, który w doczesności zapowiada przyjmowanie najdroższego Ciała i Krwi Twojej…”

    Bez komentarza…

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s