Wkład wampirologii w ascetykę chrześcijańską

Po raz kolejny przekonałam się, że przychodzące przypadkiem do głowy głupie pytania wcale nie przychodzą przypadkiem i wcale nie są takie głupie. Akademicka dyskusja wewnętrzna na temat antywampirycznej krucjaty (Regisso, przebacz! 🙂 ) okazała się wstępem do dywagacji nieco głębszych a mianowicie dotyczących doświadczenia lęku.

Strach, podobnie jak ból, jest znakiem ostrzegawczym, który ma nas powstrzymać przed działaniami na własną szkodę. Jednak czasem jego poziom jest zbyt wysoki, nieadekwatny do wywołującego go bodźca. I paraliżuje nas lub popycha do bezsensownej szarpaniny. To taki wewnętrzny „wampir”, który wysysa energię, którą nieszczęsny posiadacz takiego strachulca musi poświęcić na przełamywanie lęku zamiast na, na przykład, cieszenie się faktem śpiewania Bogu na chwałę. Co zrobić, żeby się takiego osobnika pozbyć? Odpowiedź przyszła do mnie kiedyś z Księgi Mądrości:

Bo strach to nic innego jak zdradziecka odmowa pomocy rozumu, im zaś mniejsze jest wewnątrz oczekiwanie [pomocy] tym bardziej wyolbrzymia nieznaną, dręczącą przyczynę. (Mdr 17,11-12)

I do tego rada św. Benedykta z Nursji:

Złe myśli przychodzące do serca natychmiast rozbijać o Chrystusa i wyjawiać je ojcu duchownemu. (Reguła 4,50)

Autor Mdr pisze o nieznanej, dręczącej przyczynie – przyczynie okrytej mgłą i ciemnością, której siła wypływa przede wszystkim z tej mgły i ciemności, w jakiej ona się kryje. Z tym, co poznamy, jesteśmy w stanie się zmierzyć, nie na darmo metaforą poznania rozumowego jest światło. Czasem jednak nie potrafimy czegoś rozpoznać, przychodzą lęki, których nie potrafimy nazwać i wtedy to Bóg staje się naszym światłem, dającym nadzieję i skałą, na której możemy przycupnąć pozwalając falom lęku rozbić się o Niego. Możemy zaufać Jego miłości do nas i potędze. Potrzebujemy też drugiego człowieka, który nas wysłucha – wypowiadanie lęków to wyprowadzanie ich z ciemności na światło, nazywanie.

I jak tak sobie wyprowadzimy to nasze stadko wampirów, aby zaprezentować je Bogu i zaufanemu człowiekowi, to na ogół się okazuje, że jest to stadko suchotniczych osobników z krzywym zgryzem i po prostu nie ma się kogo bać. Pewnie pojawią się następne. Ale Bóg jest przecież z nami. A jeśli On jest z nami, to któż przeciwko nam?

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s