Małżeństwa niesakramentalne, part II

Słowo „perspektywa” pod koniec poprzedniego wpisu to nie efekt mojej fascynacji „La Stradą” Felliniego czy też obejrzenia zbyt wielu seansów „Jasminum”. To jedynie próba otworzenia pewnej przestrzeni myślenia o małżeństwie i jego trwałości. Otóż – małżeństwo to nie jest jeden węzeł a cała robótka ręczna.

Paweł w Liście do Efezjan opisuje ideał; wyznacza cel, do którego trzeba dążyć. Być może para młodych w chwili zawierania ślubu nawet nie odwróciła się w tamtym kierunku, ale każdy moment jest dobry, żeby to zrobić i wyruszyć. Małżeństwo to jest survival, naprawdę nie żartuję. Piękne okoliczności przyrody. szlak, cel. I wysiłek. Czasem bardzo duży. I już na starcie, w momencie przekraczania progu schroniska trzeba mieć w sercu decyzję „na dojście”, która będzie fundamentem; miejscem, do którego bedzie mozna wrócić, kiedy mięśnie zaczną drżeć a w płucach zabraknie oddechu.

A co, jesli nasz partner zostawi nas na szlaku a idąc dalej spotkamy kogoś, z kim dobrze nam się idzie? Po pierwsze warto zawsze sprawdzić, czy istnieją podstawy do orzeczenia o nieważnosci związku. Wiele par żyje w związkach cywilnych, często cierpiąc z powodu niemozliwości przystepowania do sakramentów a nigdy nie próbowali sprawdzić, czy przypadkiem fakt, że np. pierwszy mąż wolał po ślubie nadal mieszkać u mamusi zamiast wyprowadzić się do żony, nie jest dowodem jego psychicznej niezdolnosci do małżeństwa.

Jeśli nie ma takich podstaw, pozostaje życie w separacji a więc bez powtórnego związku. To nie jest tak, że dopiero nasza epoka doszła do wniosku, że takie podejście do małżeństwa to heroizm – już apostołowie pojękiwali: „Jeśli tak ma się sprawa człowieka z żoną, to nie warto się żenić.” (Mt 19,10), jest to więc po prostu ludzkie podejście. I tu znów mamy do czynienia z procesem dorastania do przyjęcia postawy zgodnej z nauczniem Ewangelii. Drogi dorastania są dwie: są tacy, którzy zacinają się w sobie i często urządzając Panu Bogu karczemne awantury jednak trwają w wybranym przez siebie ideale i są tacy, którzy odpuszczają sobie ideał, ale jednak pozwalają wzrastać wewnętrznemu głodowi bliskości Boga i ostatecznie ten głód doprowadza ich do ideału.

Wiem, w każdym jednostkowym przypadku to wygląda inaczej. Ale zasady sa wszędzie te same: jeśli moje życie ma objawiać prawdę o Bogu, w tym przypadku o Jego nieodwołalnej miłości do człowieka, musze być Mu posłuszna. Muszę Mu zaufać, że to cierpienie ma sens. I wytrwale Go o ten sens pytać. Matka Teresa na swoja odpowiedź czekała 50 lat. To nieprawda, że my nie jesteśmy w stanie dorównać jej w świętości.

4 myśli nt. „Małżeństwa niesakramentalne, part II

  1. „Małżeństwo jako robótka ręczna” – genialne!!! Jak nic, wykorzystam to kiedyś w kazaniu ślubnym! 🙂

    Poza tym dziękuję za piękną refleksję na szalenie trudny temat związków niesakramentalnych. Z doświadczenia wiem, jak ciężko jest to ludziom wytłumaczyć…

    • Cieszę się, że sie przyda. Sama już nie wiem, czy to samam wymyśliłam czy pamiętam z katechez, przy których pracowałam 🙂
      A temat trudny, bo zwykle pary zaczynają od strony moralnej a tu trzeba popatrzeć od strony duchowej najpierw.

  2. Ha! I znowu trafiłaś w sedno! Nie moralność, ale duchowość. Patrzenie nie od strony zewnętrznej, ale od najgłębszej istoty sprawy… Sporo dziś o tym myślałem i chyba powoli wykluwa mi się idea napisania jakiejś dłuższej notki w tej kwestii. Przemyślę to, w każdym bądź razie, jeszcze przez weekend.

    Pozdrawiam ciepło z rzymskich tropików!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s