Mam problem z Eowiną

Zasugerowano mi ostatnio, że przypominam Eowinę, księżniczkę Rohanu. Hm. Miałam niejasne choć dość zdecydowane przekonanie, że sama z siebie się z nią nie utożsamiam a bynajmniej nie chodzi o to, że mam ciemne włosy a nie rudy blond (to zawsze można zmienić). Postanowiłam przetestować swoje przekonanie i w tym celu odświeżyłam sobie drugą część „Władcy”.

Hm, hm.

No żywcem (ani innym napojem fermentacyjnym na bazie jęczmienia i chmielu) nie przypominam. Szczególnie mocno to sobie uświadomiłam, kiedy oglądałam scenę ataku Wargów na uciekinierów do Helmowego Jaru. Król nakazuje Eowinie zaprowadzić kobiety, starców i dzieci jak najszybciej do twierdzy. Eowina mówi: „I can fight!” (po polsku to tak mocno nie brzmi: Mogę walczyć!) i widać, że tak naprawdę to ona CHCE walczyć.

Ja bym nie chciała. Nie, nie dlatego, że nie potrafię być agresywna. Dlatego, że uważam, że są w grupie ludzie od walki i ludzie od obrony. W tym przypadku agresja Eowiny była potrzebna, ale nie w walce, tylko do tego, żeby zebrać ludzi, utrzymać w zwartej grupie i doprowadzić ich do schronienia. A że za to nie wspomną cię w annałach tudzież żaden bard nawet się nie zająknie? Cóż, gustuję w konkretach i wolę satysfakcję z widoku ŻYWYCH ludzi wyprowadzonych z zagrożenia.

Nie, Drogi Panie, zdecydowanie nie jestem typem Eowiny 🙂 A na pocieszenie z powodu nieudanego wyniku zgadywanki fragment ścieżki dźwiękowej z WP:

9 myśli nt. „Mam problem z Eowiną

  1. Eowina nie walczyła po to, by zanotowali ją w annałach. Nie po to, by się odznaczyć. Ona czuła powołanie do walki. Jak się zresztą okazało – ona MIAŁA powołanie do walki. Dzięki niej proroctwo się wypełniło, czyż nie?

    Kiedyś czułem powołanie do wyjazdu na misje do dzikich krain Orientu (zwanych też Japonią) i do śmierci męczeńskiej w Korei (tej złej Korei), a bliscy znajomi mówili mi, że co ja będę jechał nawracać „tych moich Japończyków”, skoro w Polsce jest dość roboty.

    Na misje nie pojechałem i nie pojadę raczej, w Polsce rzeczywiście roboty jest dość. Ale to nie znaczy, że ktoś nie może czuć innego powołania niż Ty, ja czy ogół. A ratować ludzi przez kryjówki może ten, kto ma do tego powołanie; a ratować ludzi przez walkę może ten, kto ma do tego powołanie. Takie jest moje zdanie…

    A’propos podobieństw do Władcy Pierścieni – moja żoneczka przypomina Arwenę :). Ja byłbym Legolasem, ale z tuszy ostatnio wyglądam raczej jak Gimli… 😛

    • Mały cytacik z Eowiny, J.R.R. Tolkien, Władca Pierścieni, tłum. M. Skibniewska, Warszawa 1990, t.III, s. 66: „Czy zawsze mam zostawać w domu, gdy jeźdźcy wyruszają w pole, pilnować gospodarstwa, gdy oni zdobywają sławę, czekać na ich powrót przygotowując jadło i kwatery?” (podkreśl. moje). Miała powołanie do tej jednej walki, w której pokonała króla Nazguli. Potem chęć walczenia jej przeszła, być może pod wpływem Faramira 😀

      Masz rację – wszystko jest kwestią powołania i my krzywymi drogami dochodzimy do poznania, co nim jest w naszym życiu. Co nei zmienia faktu, że pan, który sugerował mi, że jestem Eowiną, po prostu nie miał racji 🙂

  2. Kto więc jest od obrony z ważniejszych kobiecych postaci WP?
    – Galadriela;
    – Arwena;
    – Złota Jagoda;
    – Rosie Cotton?

    może w sumie żadna z nich?

    • 😀 Jak dla mnie Arwena, Złota Jagoda – jakos łatwiej mi się z nimi utożsamić. Galadriela tez jest niesamowita. A Eowinę cenię, choć się z nią nie utożsamiam 🙂

  3. Pingback: Co ma Pan Bóg do Hobbita? | Z bloga wybitnego teologa

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s