Nadal na detoksie

Nie sądziłam, że to napisze, ale cóż: Bogu dzięki, że zepsuł mi sie komputer! Odkrywam na nowo piękno realnego świata, oraz faktu posiadania sporej ilości czasu, których to rezerw nawet nie podejrzewałam o istnienie 🙂 I tak będzie zapewne aż do piątku.

Wczoraj odwiedziłam Stolicowo w ramach reklamowania numeru o komunii pod dwiema postaciami: rozmowa na ten temat będzie wymitowana przez Radio Józef i mam takie dziwne poczucie w koniuszkach palców, że za nią oberwę… Nikt a zwłaszcza reprezentanci sił przewodnich, nie lubią jak im się sugeruje, że powinni się dokształcić w swojej profesji oraz bardziej energicznie wziąć się za wypełnianie swoich obowiązków. A ja sobie pozwoliłam to zrobić. He, he.

Nie wiem, kiedy Mikołaj da ten materiał na antenę, ale jak tylko to zrobi, postaram się podrzucić tu linkę.

Póki wracam do obowiązków, w tym tego wciąż zbyt słodkiego dla mnie poczucia bycia wreszcie podpiętą do sieci…

PS

W ramach „skojarzyło mi się” informacja o powstaniu internetowego klasztoru 🙂

17 myśli nt. „Nadal na detoksie

  1. Nieprzypadkowo, zapewne, użyłaś zwrotu „siły przewodnie”. Ja jeszcze pamiętam, kto tak się w Polsce, swego czasu, nazywał. Pamiętam też hasło, skądinąd mądrego człowieka „Człowiek jest drogą kościoła”, które – jak powiewało na przykościelnych transparentach – zawsze rozumiałem w taki sposób, że kościół nie zawaha się tą drogą pójść – depcząc pojedynczego człowieka z jego problemami…

    Myśląc o kościele ostatnio, zauważyłem, że jego struktura jest ukształtowana na miarę grzesznych ludzi. Niby to dobrze – ale jest to też miara grzesznych ludzi, którzy z grzechem walczą grzesznymi metodami. Najprostsze gesty: kartki do spowiedzi, sama spowiedź, „rachunki” sumienia obmyślane w zaciszu księżowsko-teologicznych gabinecików – wszystko podszyte elementarnym brakiem zaufania do człowieka. Nie bardzo to Jezusowe 😦 Dlaczego Jezus nie wypytywał spotykanych grzeszników o to, jak grzeszyli? Wystarczy, że publicznie nauczał, co jest złem. Oni mogli to zrozumieć i się nawrócić – zmienić swe myślenie.

    Myślę i rozmawiam o tym blogu. Bardzo tu miłe towarzystwo 🙂 , nawet jakiś zalążek wspólnoty, jeśli nawet złudny. Tylko co my możemy – pogadać sobie, i tyle. Ty możesz oberwać za swą inicjatywę, dotyczącą komunii, albo po prostu Cię zignorują i będą odstawiać. Kropla drąży skałę? Nie o skałę chodzi, a o konkretne ludzkie życie, które jest krótkie i trzeba o nie walczyć tu i teraz… Gdybyśmy chcieli stworzyć jakiś ruch – to coś więcej niż gadanie (piszę teoretycznie, bo wcale nie wiadomo, czy kto chce i byśmy się wszyscy porozumieli) – zaraz dostaniemy asystenta, bo któż nam zaufa? A asystent odprowadzi nas na swoje miejsce.

    Ech, znów mogę spuentować jak kiedyś Słowackim – piszę, bom smutny i SAM PEŁEN WINY.

  2. A, podpiszę jeszcze – przepraszam za przeciążenie strony.

    Z tym komputerem, to prawdziwy znak. CZAS JEST BLISKI – i właśnie wtedy można go poczuć, gdy nagle oderwie się od czegoś, co go zajmuje – nie będąc wcale czymś z gruntu złym. Jednak dopiero to oderwanie otwiera na sam CZAS, Królestwo już tu, Nadchodzenie. W tej ciszy można nawet usłyszeć płaczące gdzieś dziecko.

    W niedzielę słuchałem pewnego dominikanina, który Ewangelię o czuwaniu zinterpretował jako zachętę do życia po prostu. Nie rozumiem, jak można w tak prosty sposób głosić coś wprost odwrotnego, niż w słowach Jezusa o uważaniu. Ludziom się podobało…
    Trzeba być czujnym nawet u dominikanów 🙂

  3. Coś szerzej o tym kazaniu? Bo nie do końca zrozumiałam, co on powiedział 🙂 A co do uważania nawet u OP to jak najbardziej masz rację…

    A co do gadania, to słowo ma moc zmieniania świata – naprawdę! Dlatego będe gadać, a co!
    🙂

  4. Ty nie gadasz, akurat, tylko mówisz. I mów – nie wiem, czy zmieniasz świat, ale mnie tak. Ufam, że na lepsze, a przynajmniej prawdziwsze 🙂

    Co do dominikanina, to już nie będę się czepiał. Może czemuś to miało służyć – ja bym tylko chciał, by głoszono Dobrą Nowinę o Królestwie Bożym, nawoływano do zmiany myślenia i wiary – a nie, by głoszono jakąś duchowość, terapię, czy ogólne umiłowanie życia i odnalezienie się w świecie. Z całym szacunkiem, ale jak Szymon H. głosi, że chrześcijanin też lubi wino, nie musi chodzić w starej kurtce i zna się na kobietach, to nie wiem, co On głosi. Świat i bez Jezusa nieźle sobie radzi z piciem wina, kupowaniem kurtek i kobietami 🙂 Wiem, że Szymon ma taki charyzmat, że tak powiem, ale… No i jednak się czepiam.

    Mogłabyś mnie, czasem albo w ogóle, Elu zacząć wykasowywać. Serio mówię 🙂

    Co do zakonów, to internet daje możliwość bycia w kontakcie z licznymi prawdziwymi zakonami – to też, akurat, coś dobrego. Albo, że można znaleźć w nim we właściwym czasie właściwy tekst – ostatnio znów „zza sieci” pomógł mi Zioło 🙂

    Czuwaj, Panno Roztropna, że zakończę jak harcerz 🙂

  5. Dzięki za dobre słowo 🙂 a kasowac twoich komentarzy nie będe bo je lubię 😛

    Co do głoszenia potrzeby zmiany, to chyba rozumiem o co ci chodziło. MOja znajoma z OP-duszpasterstwa ostatnio odkryła Opus Dei i jest zafascynowana tym, że chrzescijaństwo jest wymagające. Czyżby jakis symptom dotyczący dominkańskiej duchowości jako zbyt mało oczekującej od słuchacza?
    🙂

    Pozdrawiam!

  6. Ale chwila, to jak to? Chrześcijanin nie lubi wina, chodzi w starej kurtce i nie zna się na kobietach? To znaczy, że nie jestem chrześcijaninem? o.o Bo trochę nie zrozumiałam Twojej myśli…
    Jak nie przepadam za Szymonem H., tak akurat to powiedział słusznie: chrześcijanie nie różnią się od innych ludzi akurat takimi zewnętrznymi rzeczami. Już list do Diogneta o tym mówi 🙂 Promowanie „normalnego” chrześcijaństwa uważam za całkiem słuszny kierunek działania 😀
    Pozdrawiam!

  7. @Mishka

    Nie chodzi o to, by myśleć w kategoriach przeciwieństw, więc rzecz nie w tym, by nie pić wina. Ale z punktu widzenia orędzia Jezusa TO NIEWAŻNE (por. Łk 7, 31nn).

    Ja się po prostu obawiam, że tego rodzaju przekaz utwierdza ludzi w dobrym samopoczuciu światowym – tym np., że mogą w dowolny sposób się urządzać w tym świecie, zabiegać o kasę, pracować w niedzielę (!), a chrześcijaństwo to wszystko poświęci (piękne śluby w kościele – naprawdę), ewentualnie skłoni do jakiejś działalności charytatywnej w imię WARTOŚCI.

    Tymczasem chrześcijaństwo jest czymś więcej niż moralność, moralność metafizyczna, czy piękne obrzędy (liturgia) z poczuciem Tajemnicy.
    Akurat znalazłem podobne wątki w rekolekcjach adwentowych Kwietnia OP na łamach TP 🙂

    Dobra Nowina nie polega na tym, by mówić: pij wino i kup sobie spokojnie fajną kurtkę. To ważne – zwłaszcza dla wychowanych w opresyjnym katolicyzmie, dla których może być to wyzwoleniem – ale Jezus głosił nadejście Królestwa innego niż ten świat, wołał o zmianę myślenia i wiarę, świadcząc o B. i Miłości.

    Pewnie wychodzę na zgreda, co to ludziom chce robić pod górkę. No ale napisane jest – wstąpmy na górę Pana (Iz 2, 1nn)… 🙂 W poniedziałek usłyszałem bardzo mądre, niedominikańskie 🙂 kazanie o tym, że to wstępowanie na górę Pana jest – jak wiedzą wszyscy chodzący po górach – trudne. I piękne.

    I lubię Szymona jakoś. Zresztą nie będę się narażał Andalo 🙂 Którą pozdrawiam, bo to od niej dostałem sznurek do Szymcia 🙂

  8. Qrcze, nie wiedziałam, że posiadam takie umiejętności. No, ale skoro sama Pani dr Red. Nacz. tak twierdzi… 😀

    A w moim internetowym radio właśnie zaczęli puszczać świąteczne kawałki… :/

  9. @Bohjan

    Odpowiedziałeś sobie sam na pytanie: do kogo są kierowane takie kazania? Do chrześcijan wychowanych w opresyjnym katolicyzmie 😀 Takim ludziom też trzeba głosić kazania 😉

    I to z mojej strony tyle, bo dyskutuję jak kiedyś na lekcji polskiego o książce, której nie czytałam 😀

  10. @Bohjan
    A czemuż to się mnie masz narażać? Ja pana redaktora w niektórych aspektach popieram, w niektórych nawet podziwiam (uważam, że jest dobry warsztatowo i ma lekkie pióro, świetnie się go czyta), ale nie wszystkie jego zachowania/pomysły mi się podobają. I nie muszą. Na tym polega dojrzałość, że nie bierzemy wszystkiego jak leci za dobrą monetę, tylko staramy się wyrobić sobie własny pogląd na daną sprawę. Polega też na tym, aby rozumieć, że nie wszyscy muszą się ze mną we wszystkim zgadzać 🙂

  11. Przypomniała mi się dygresja jednego z moich wykładowców. A brzmiała ona tak: ,,Proszę państwa, żyd nie może powiedzieć ,,Jezus Chrystus jest Panem”, bo gdyby żyd powiedział ,,Jezus Chrystus jest Panem”, to musiałby zmienić swoje życie kompletnie. Kompletnie. Oto co znaczy kategoria praxis dla żyda”.
    A nam czasem Słowo- jak muzyka w tańcu:)- nie przeszkadza w życiu.
    O tym też myślałam słuchając pieśni adwentowych. Marana Tha, Przyjdz Jezu Panie. na ile śpiewamy to ze zrozumieniem, co przyzywamy i ze oznacza to koniec naszego życia takim jakim go aktualnie doznajemy (dosłownie i nie). I że być moze coś jest na rzeczy w stwierdzeniu, ze Kościół nie żyje rzeczywistoscią oczekiwania Paruzji (wyczytane w TP) pozdrawiam

  12. Dobrym ludziom dzięki za dobre słowo:)

    I jeszcze skojarzenie luźne w temacie. Jest takie opowiadanie Mrożka PRAXIS, ale to już dla miłośników logiki posuniętej do absurdu
    Na swoje usprawiedliwienie dodam, że zapoznana zostałam z nim na pewnych rekolekcjach (ksiądz ocenzurował zakończenie:)) miłej zabawy tym, którzy zechcą dotrzeć

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s