Po spotkaniu redakcji

Uprzejmie donoszę, że wczoraj, w pokoju nauczycielskim LOZP w Krakowie, w oparach kawy i herbat owocowych odbyło się spotkanie redakcji kwartalnika eSPe.

Życzliwa 🙂

A jeśli chodzi o szczegóły to dyskutowaliśmy głównie nad numerem 83., który ma byc poświęcony formacji dorosłych, czyli jak rozwijać się duchowo, kiedy jest się już za starym na duszpasterstwo akadamickie a wciąż za młodym na Bractwo Dobrej Śmierci (chociaż radykalni pesymiści twierdzą, że na to nigdy nie jest się za młodym 😉 )

Ustaliliśmy, co następuje:

– goście numeru: Danuta Piekarz, od niedawna konsultor Papieskiej Rady ds. Świeckich, Bogdan Rymanowski, dziennikarz (oczywiście jeśli się zgodzą)

– tematy szczegółowe: ksiądz związany z Opus Dei o formacji do świętości bez względu na stan i powołanie; ks. Buchinger o tym jak znaleźć czas na modlitwę i jak się modlić; ks. Marco Rupnik o rachunku sumienia, Jesus Maria Lecea SP o duchowości codzienności (oczywiście nie są to pewni autorzy, jedynie pomysły)

– tematy bez autorów: jak wykorzystać swoją parafię jako miejsce formacji, jak wybrać i kto potrzebuje stałego spowiednika lub kierownika duchowego; coś o pomyśle na parafię jako na wspólnotę wspólnot (ks. Blachnicki) albo system „komórek” (pomysł z Mediolanu).

Następny numer społeczny, czyli eSPe 84 będzie o zaufaniu społecznym, czyli czemu Polscy nie ufają nikomu poza najbliższymi i jak to zmienić.

Dziękuję wszystkim, którzy przyszli i pozostali niech żałują! 🙂

Ela Wiater, rednacz

PS

Jeśli macie jakies pomysły, uwagi, etc. zapraszam do umieszczaniach ich w komentarzach a jak ktos się wstyda wysokiego majestatu internautów, to można pisać na adres mailowy 😉

8 myśli nt. „Po spotkaniu redakcji

  1. Pasjonujący temat, gratuluję interesującego wyboru! Dla mnie istotne w tej dziedzinie wydaje się zagadnienie katechez dla osób dorosłych. Gdzie, kiedy i w jakiej formie je prowadzić? Te pytania powracają do mnie coraz częściej, bo o potrzebie takowych katechez jestem dogłębnie przekonany. Wiele do powiedzenia miałby tutaj zapewne ks. biskup Z. Kiernikowski. Sporo jego katechez wplecionych w celebracje Słowa Bożego ukazało się już w formie książkowej…

    Jeśli chodzi o kwestię parafii jako wspólnoty wspólnot, sądzę, że jedną z najciekawszych propozycji formacji dorosłych stanowi droga neokatechumenalna. Może zatem i o niej jakaś wzmianka?

    A! I jeszcze jedno. Bogdan Rymanowski ma u mnie ostatnio wielki minus za absolutny brak reakcji na skandaliczne słowa pani Gretkowskiej w swoim programie…

  2. Skoro jest chęć, to postaram się, żeby było tez cos o neonach 😉 Nie chcę robic z tego numeru folderu reklamującego konkretne ruchy, ale rzeczywiście to jest jedna z propozycji i to lepszych.
    Szymon, co do katechez: ludzie mają dość „trucia”, nawet najpiękniejszymi słowami. Jesli chcesz formowac ludzi, naucz ich się modlić, pomóż im poczuć smak spotkania z Bogiem a potem nastaw się na to, że będziesz spędzał w konfesjonale i na spowiedziach większość swojego czasu – to formuje i przemienia: doświadczenie łaski a nie tony choćby najpiękniejszych słów. Tutaj tez jest bardzo ważna rola liturgii: ma być piękna tak, żeby wyrywała człowiekowi serce, poruszała go do głębi – dopiero wtedy słowo ma szansę się zakorzenić (w końcu ziemię przed siewem się orze:) )
    A co do Rymanowskiego, to nie wiem czy się zgodzi. Nie oglądam tv, więc nie wiem jak on prowadzi swoje programy :/

  3. Ale żeby „poczuć smak”, trzeba najpierw dać do ręki łyżkę albo widelec 😀 A zatem katechezy dla dorosłych jak najbardziej są konieczne! Przecież poziom wiedzy religijnej wśród dorosłych jest przerażający… Żeby „smakować” mszę, trzeba najpierw wiedzieć, co się kryje za gestami i słowami. Nawet Blachnicki zaczyna od wiedzy 😀

  4. Tylko, że w pierwotnym chrześcijaństwie najpierw było doświadczenia a potem mistagogia: najpierw chrzcili a potem tłumaczyli chrzest 😛 Żeby ludzie słuchali muszą najpierw dostać po sercu tak, żeby to ich interesowało. O.

  5. Oki, ale jednak mistagogia była, prawda? Jak nie „dostaną po sercu”, to nie przyjdą na katechezy. Mnie nie chodzi o stworzenie lekcji religii dla dorosłych, ale takiego miejsca, gdzie człowiek dorosły (który nie potrafi albo raczej nie ma czasu i determinacji, żeby szukać w książkach) mógłby znaleźć odpowiedzi na pojawiające się po takim objawieniu pytania. Taka Szkoła Wiary, tylko trochę bardziej uporządkowana tematycznie i może nieco częściej 😀

  6. Elu droga – wszystkie środki duszpastersko-ewangelizacyjne, o których piszesz w komentarzu są jak najbardziej konieczne. Potrzeby katechez dla dorosłych będę jednak nadal bronił. Wszak wiara rodzi się z tego, co się słucha, a tym, co się słucha jest Słowo Boże. Uważam, że dorośli potrzebują opartej właśnie na Słowie Bożym formacji katechetycznej, która pozwoli pogłębić ich wiarę i wiedzę (wszak są one często na poziomie tego, co wynieśli z katechez szkolnych…).

    Zorganizowaliśmy 3 lata temu w naszej parafii w Katowicach cotygodniowe katechezy biblijne dla dorosłych właśnie. Frekwencja przekroczyła nasze najśmielsze oczekiwania i zebrani ludzie (część to były osoby związane z ruchami przy parafii, ale większość to zwykli wierni „niedzielni”) z trudem mieścili się w sali. Jest w nich to pragnienie pogłębienia wiary i wiedzy religijnej.

    A co do chrześcijaństwa pierwotnego, to przypomnę, że przed doświadczeniem były jeszcze katechezy katechumenalne.

  7. Były, nie zaprzeczam, ale sakramenty wyjaśniano po ich udzieleniu – był prymat doświadczenia nad mówieniem.
    Oboje z Mishką macie rację, moja poprzednia wypowiedź brzmiała zbyta radykalnie, ale z rozmów z ludźmi wiem, że podstawowym głodem w naszym Kościele jest brak doświadczenia Boga, „niemota” liturgii i to nie tylko ta związana z brakiem mistagogii, ale przede wszystkim z tym, że na kazaniach/katechezach mówi się jedno a życie bezlitośnie odziera ze złudzeń. To prowadzi do odrzucenia usłyszanych treści, bo wydają się one być nierealne, coś jak bajka czy mit.
    Przykład? Obie z Mishką mamy szczęście korzystać z katechez i kaznodziejstwa krakowskich dominkanów. Wiele razy słuchałyśmy o. Tomasza Kwietnia, jego zachęt do głebokiego przezywania liturgii, całe nadziei szłyśmy na mszę i co? I nico, znów Druga Eucharystyczna, co tam, że jest okres wielkanocny i warto byłoby poświętować. Proszenie przeora czy innych ojców niewiele daje (chociaz ostatnio padre magister studentatu wybierał ostatnio w niedzielę Kanon Rzymski, nie da się zaprzeczyć). Tutaj to są już smaczki w postaci modlitwy eucharystycznej, ale co powiedziec o parafiach, w których w niedzielę czyta się tylko jedno czytanie, bo „ludzie się nudzą a zresztą i tak nikt nie słucha” (zastrzegam – proboszcz nie ma na nazwisko „Nikt”).
    Głód w ludzie jeszcze jest, ale w pokoleniu starszym. We wschodniej Polsce, skąd pochodzę, już młodsze pokolenie do koscioła nie chodzi. I to księża tych ludzi z kościoła wygonili brakiem kazań, mistagogii, czy nawet wiary. I wielu kapłanom i tym wiernym brak doświadczenia Boga, Tego, że On ŻYJE i DZIAŁA. I od tego wg mnie trzeba zacząć – od doświadczenia, bo życie sakramentalne kiedyś tam oni już zaczęli.
    Patrzę na ludzi w tej wiejskiej parafii i widzę głód, ale to nie jest tylko głód słowa: to jest głód doświadczenia obecności Boga. Oni wierzą siłą tradycji, ale to źródło już się wyczerpało i ma rację Szymon Hołownia, kiedy bije na alarm, że kościoły wkrótce będą puste. W niektórcyh parafiach już są, bo nei ma młodych – oni w czasie mszy odsypaija nocna imprezę, albo oglądają telewizję i nie przyjdą na katechezy, bo tym co ich najbardziej nudzi, jest konieczność słuchania kolejnego kazania.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s