Stworzenie człowieka. Apokryf

 

Z głębokości Boga podniósł się głos nieskończonej tęsknoty: Uczyńmy człowieka na nasz obraz i podobieństwo, podobnego nam. Tchnienie Miłości zatańczyło posłusznie przed Obliczem Wiekuistej Nieskończoności i z ziemi podniósł się obłok gliny. Lekko otarł się o twarz swego Stwórcy osuszając łzy pragnienia. Subtelne ręce Wiatru zaczęły rzeźbić w miękkim tworzywie, a kiedy skończyły pracę, aniołowie zaszeleścili skrzydłami w cichym uwielbieniu. Na ziemi leżał obraz: ziemski, jak jego tworzywo i nieuchwytnie podobny do swego Stwórcy. Pan pochylił się nad kruchą skorupą i tchnął w nią.

Adam powoli otworzył oczy i zobaczył nad sobą pełną miłości Twarz. W jego głowie zaczęły tańczyć słowa, imiona, pojęcia. Roześmiał się czując w sobie życie i zerwał się, by podzielić się światłem, które wirowało w jego sercu.

Ale świat wokół milczał z szacunkiem wobec swojego pana.

Adam spochmurniał. Pan z lekkim uśmiechem spojrzał na niego, po czym kazał mu usiąść. Przed siedzącym przechodziły po kolei wszystkie stworzone przez Boga zwierzęta, ale żadne nie potrafiło odpowiedzieć na adamową tęsknotę za zrozumieniem. Wtedy Bóg rzekł: Zapamiętaj to, po czym zesłał na zmęczonego poszukiwaniem mężczyznę sen. Miłosierny Pan pochylił się nad swoim śpiącym obrazem, któremu brakowało jeszcze tej jednej kreski, tego jednego uderzenia dłutem.

Tchnienie otarło się o bok pogrążonego we śnie i znów zawirowało, ale tym razem delikatniej. Łagodnie i miękko, jak płomień ognia. Kiedy dzieło było ukończone – przed Obliczem stanęła kobieta i w jej oczach odbijało się niebo – Adam przeciągnął się, otworzył oczy i krzyknął, ze szczerością dziecka odkrywając tajemnicę Bożego warsztatu. Ewa stała przed nim, zdziwiona i uradowana zachwytem, który dostrzegała w oczach Adama. Czuła się lekko zagubiona w rzeczywistości, w której tak nagle się ocknęła, ale mężczyzna wydawał się być kimś, kto pomoże jej się odnaleźć. Głęboko w sobie odczuwała przynależność do niego, całkowicie zgodną z prawdą, którą Adam z taką radością wyraził w swoim okrzyku. Kość z moich kości i ciało z mego ciała! – tożsame a jednak odmienne a przez to zdolne do wejścia w relację.

Trójjedyny spojrzał na człowieka – kobietę i mężczyznę – z miłością i rzekł:

Bądźcie płodni moją miłością

Pomnażajcie moje dzieło przez swoich potomków

Niech ziemia będzie nimi pełna

Aby mogła być wam posłuszna i służyła,

gdyż po to dałem jej żyzność i bogactwo życia

A Ja będę w was – jej i wszelkiemu innemu stworzeniu – błogosławił

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s